wtorek, 28 marca 2017

O tym,jak odkryłam Berlin na nowo.

Post napisałam rok temu. 



Mieszkam w Berlinie ponad 2 lata, ale już cztery lata wcześniej zaczęłam regularnie tutaj bywać. I szczerze mówiąc zawsze miałam mieszane uczucia, co do tego miasta. Stolica Niemiec, jedno z największych miast w Europie i multi-kulti pełną gębą.

Tak, chyba to najbardziej rzuca się w oczy, plus masa rowerów i bardzo dobrze rozwinięta sieć komunikacji miejskiej. Raj dla studentów i w ogóle wszystkich, szczególnie dla tych, którzy są odmieńcami. Ja raz Berlin lubiłam, raz nie. Zależy od nastroju, pory roku i dzielnicy. Zawsze za to podobała mi się jego zachodnia część. O mamo, architektura, bogactwo i historia, klimat, no wszystko. Uwierz, jak już się miałabym zakochać, to posłałabym moje serce na Zachód. 

Mieszkam we Wschodnim Berlinie, dawne DDR. Klimat dawnych czasów, niekoniecznie fajnych dla tej części miasta, czuć i widać. Wielkie, betonowe kolosy, masa pięknych budynków, po których zostały stare fotografie, dziwnym cudem zachowane niemieckie kamienice. Oczywiście, są piękne miejsca. Mam przyjaciółkę mieszkającą na wsi (taki żarcik), ale jak tam pięknie! Idealne miejsce dla rodzin. Oczywiście, że we wschodniej części też są piękne kamienice, parki, poza tym, tam mieszkam, więc lubić muszę. Dodatkowo zawsze uważałam, że Wschód zawiera esencję tego co berlińskie, to tutaj jest ten szalone, studenckie życie, to tutaj są parki i lasy, biedni i bogaci, tutaj jest wszystko. I mimo to, nie zakochałam się w nim wcześniej.

Dzisiaj spędziłam dzień w dzielnicach, w których bywałam bardzo często PRZED i PO dzieciu.
Imponowały mi one zawsze tą ich indywidualnością, tą mieszanką wszystkiego i z pozoru wielki nieład, niedopasowanie okazuje się być pięknie spójne, jednak nigdy nie powiedziałam, że kocham Berlin, że uwielbiam całościowo. Po dzisiejszym dniu to zmieniam. Nie wiem, dlaczego, bo zawsze deszczowy Berlin przyprawiał mnie o stany depresyjne, kiedy to najchętniej tuliłabym lodówkę i duży kubek z kawą.

Dzisiaj było wietrznie, padał deszcz, w ogóle było okropnie,a ja jeszcze spakowałam dziecia, siebie i ruszyliśmy na podbój nowych ścieżek rowerowych, byleby nie placów zabaw ;). I właśnie w takim Berlinie, Wschodnim Berlinie się zakochałam dzisiaj. Połowa restauracji była zamknięta, mało, jak na Berlin, ludzi i nie wiem, zaskoczyło. Spojrzałam na te miejsca łaskawszym okiem, może dojrzałam do tego, by to miasto lubić... nie wiem.
Dzisiaj z dumą stwierdzam, że tu jest mój dom i czuję się tutaj świetnie. Nie widzę siebie za kilka lat w ogromnym blokowisku,ale wiem, że domek z ogrodem w centrum miasta jest możliwy. Zatem zachęcam do poznawania Berlina, otwierania się na to miasto, bo ma ono dużo więcej do zaoferowania niż mogłoby się wydawać.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Cześć

authorMam na imię Klaudia i od kilku lat mieszkam w Berlinie. Lubię pisać o mojej poplątanej codzienności i równie poplątanej rodzinie.
Więcej →



Popularne posty