niedziela, 24 czerwca 2018

czerwca 24, 2018

Ciekawostki Bangladeszu I

Tym wpisem rozpoczynam dość nieregularny cykl ,,Ciekawostki Bangladeszu". Nieregularny z tego powodu, że informacje docierają do mnie z zewnątrz, a część z nich jest na tyle krótka, że jedno zdanie wyczerpuje temat. Postanowiłam go stworzyć, bo zauważyłam w czasie rozmowy z osobami, które mają podobny miks kulturowy w domu, że większość tych faktów nie była im znana. Mam nadzieję, że informacje te zainteresują większą grupę odbiorców i przy okazji zachęcą do poznania bliżej tego miejsca. Postaram się przybliżyć Ci ciekawostki nie tylko na temat samej kultury, czy historii, ale również na temat języka. 
Nie przedłużając, zapraszam! 

Pełna nazwa tego kraju to Ludowa Republika Bangladeszu.

W Bangladeszu jest ponad 2000 periodyków oraz gazet codziennych, chociaż analfabetyzm wynosi ok. 85%. Szczerze mówiąc dziwię się za każdym razem, jak to czytam, szczególnie zastanawiam się skąd małe gazety biorą finanse na działalność.

Nie wiem, czy wiesz, ale w kraju Tygrysa Bengalskiego doświadczysz 6 pór roku: grismo (lato), barsha (pora deszczowa), sharat (jesień), hemanto (pora chłodna), sheet (zima), and bashonto (wiosna). To tak, jak w Polsce. 

Niestety, kraj ten jest nawiedzany bardzo często klęskami żywiołowymi, co powoduje, że stanowiska archeologiczne często są niszczone, tak samo, jak cenne zabytki sprzed tysięcy lat. Są jednak miejsca, które mimo upływu czasu przeżywają wszystkie pory deszczowe i cieszą się zainteresowaniem turystów oraz samych Deshi (z beng. tubylec, krajan). Takim przykładem jest najstarsze, odkryte, miasto Mahasthangarh, które powstało ok. 3 tysięcy lat p.n.e. 

W Bangladeszu znajduje się największa delta rzeczna na świecie, w końcu jest tam aż 700 rzek. 
Cox's Bazar jest najdłuższą, naturalną, plażą.
Co jeszcze jest największe w jednym z najbardziej zaludnionych krajów świata? Stolica. Dhaka zajmuje powierzchnię 385 km². Mieszka tam kilkanaście milionów ludzi, a szacuje się, że do 2025 roku będzie domem dla 25 milionów! Na jeden km² przypada ok. 46 TYSIĘCY osób. I potwierdzam, jest tam dość tłoczno. Miasto to nazywane jest również Miastem Meczetów


Teraz dość ciekawy fakt, szczególnie ze względu na to, że często Bangladesz nazywa się krajem trzeciego świata oraz na to, że w Dhace jest niesamowicie brudno. Kraj ten, jako pierwszy na świecie zakazał używania jednorazowych reklamówek. Brawo! Niestety, plastikowe reklamówki wielorazowe są nadal używane. Należy zwrócić uwagę, że jakby nie było źle, to recykling papieru widać na każdym kroku. Robiąc zakupy w aptece prawdopodobnie dostaniesz egzamin jakiegoś ucznia, który będzie odpowiednikiem jednorazówki. Nietrudno też znaleźć obrazy, czy też zeszyty stworzone z makulatury. 

Jak już jest mowa o zeszytach, to może napiszę jakąś ciekawostkę dotyczącą szkoły. Jeśli skończyłeś 15 lat i złapią Cię na oszukiwaniu w czasie pisania egzaminów, to masz pecha. Grozi Ci za to nawet kara pozbawienia wolności! Wyobrażasz sobie dzwonić do rodziców z posterunku, bo ściągałaś? Ja nie. 

Mimo ogromnej popularności krykieta, nie jest on sportem narodowym. Też byłam w szoku, a jak dowiedziałam się, że tym sportem jest kabaddi, to nie miałam żadnego pojęcia o tym, jak się w to gra. Najprościej pisząc - jest to gra w zbijaka bez piłki.  Lepiej niż ciocia Wikipedia zasad nie wyjaśnię, więc jeśli jesteś ciekawa szczegółów, to odsyłam Cię tutaj

To tyle na dzisiaj. Mam nadzieję, że dowiedziałaś się czegoś nowego i ten cykl Ci się spodoba. 
Ciekawa jestem, co Cię zaskoczyło. Napisz mi koniecznie w komentarzu. 

Życzę Ci udanej niedzieli.


Jeśli uważasz ten post za pomocny lub ciekawy, podziel się z nim proszę ze swoimi znajomymi. Będzie mi bardzo miło, jeśli zostawisz również jakiś znak po sobie. 


poniedziałek, 18 czerwca 2018

czerwca 18, 2018

Jak to u nas jest z tymi językami? Wielojęzyczne dziecko.

Dzisiaj chciałabym pokazać Ci to, jak wyglądają u nas rozmowy z synem i czy warto dbać o znajomość wielu języków.
Wielojęzyczne dziecko w rodzinie mieszanej, to nie jest nic nowego. Standardem jest, że używa ono przynajmniej dwóch języków, które są językami ojczystymi rodziców. Co się dzieje, kiedy codzienność dziecka otaczają cztery mowy? U nas właśnie jest taka sytuacja.
Ja mówię po polsku, mąż po bengalsku, poza domem używamy niemieckiego, między sobą rozmawiamy po angielsku. Lepszego miksu nie mogliśmy wymyślić. Jak byłam w ciąży, to od początku wiedzieliśmy, że syn będzie mówić po polsku i niemiecku. Reszta języków nie była pewna, a tak szczerze pisząc, to nawet nie zastanawialiśmy się nad nimi.
Po ciąży poznałam mądre kobiety, które pomogły mi wytrwać w postanowieniu mówienia do dziecka tylko po polsku oraz dowiedziałam się od nich o metodzie OPOL, czyli dosłownie jeden rodzic, jeden język. My do rodzica dopisujemy jeszcze miejsce. Metodę tę stosowaliśmy skutecznie dopiero w kilka tygodni po narodzinach Aliego, bo mój mąż z niewiadomych przyczyn uznał, że język angielski jest jego językiem. Tak było do momentu, aż jego przyjaciel zadał mu pytanie, dlaczego nie mówi do dziecka po bengalsku. Mój mąż się zdziwił, bo nawet nie zdawał sobie z tego sprawy i nie wiedział, że ma możliwość nauczenia dziecka ojczystego języka. Od tamtego pytania metodę tę stosujemy konsekwentnie.
Nawet w towarzystwie mówię do dziecka w języku polskim. Oczywiście wyjaśniam, dlaczego do niego tak mówię i informuję, że z chęcią wytłumaczę, co do niego powiedziałam. Tłumaczę też, że nigdy nie mówię nic złego o nich i że o konsekwencję tu chodzi, a nie o robienie na złość. Jeszcze nie zdarzyło mi się, aby ktoś się na mnie za to obraził. Dodatkowo bardzo często staram się dawać mu możliwość zabawy z jego polskojęzycznymi przyjaciółmi. Zawsze zabawa z rówieśnikami mobilizuje i zachęca do posługiwania się językiem.

Przedszkole
Ali poszedł do przedszkola dość szybko. Wraz z nowym miejsce pojawił się kolejny język. Pierwsze miesiące dziecka w nowym miejscu bardzo mnie stresowały tym, jak poradzi sobie językowo. Wiesz, zmartwienia typu, czy zrozumie, co mówi opiekunka, czy będzie potrafił zakomunikować swoje potrzeby. Szybko okazało się, że stresowałam się zupełnie niepotrzebnie i  młody sobie świetnie poradził. Na bieżąco jestem informowana o postępach językowych syna i nic nie zapowiada, żeby miał jakiekolwiek problemy w posługiwaniu się niemieckim, które hamowałyby jego dalszy rozwój.


Co z językiem angielskim? Nie uczymy go, nie wymuszamy konwersacji w tym języku, ale nie zabraniamy mu też osłuchiwać się z nim. Ten język otacza nas wszędzie. Słuchamy piosenek po angielsku, w przedszkolu też ma z nim styczność i czasami nawet jakaś krótka bajka trafi się w tym języku. Syn czasami powtarza po nas zwroty lub stara się coś wtrącić. Jest to zdecydowanie bierna znajomość. Skąd to wiem? Czasami odpowiada mi po polsku na pytanie, które zadaję jego tacie.

Oczywiście Ali nie opanował tych wszystkich języków w stopniu idealnym. Ma dopiero cztery lata i jeszcze wiele przed nim. Syn robi błędy gramatyczne w każdym z języków. W języku polskim odmiana przez przypadki nadal sprawia problemy, w języku niemieckim nie istnieje dla niego 3. osoba l.mn, a bengalski skrywa nadal wiele tajemnic. Niestety, na chwilę obecną tylko wyprawy do Bangladeszu mogą dać młodemu odpowiedni warsztat językowy. W Berlinie zadziwiająca duża ilość banglijskich dzieci nie mówi w tym języku lub nie chce mówić, dlatego młody nie ma tutaj rówieśników, z którymi mógłby szkolić swój warsztat. Jednak błędy, które on popełnia zauważam również u dzieci, które są dwujęzyczne. Konsultowałam się też z logopedą i dostałam potwierdzenie, że językowo młody rozwija się we właściwy sposób.
Alif często też pomaga mi porozumieć się z rodziną męża. Jeśli zapomnę, jak po bengalsku mówi się dane słowo, to proszę syna, aby powiedział, jak to mówi tata. To jest niesamowite!

Co było dla nas największą trudnością?
Największą trudnością było zaufanie sobie i tej metodzie. Cały czas spotykamy ludzi, którzy twierdzą, że to nie ma sensu, że MUSIMY mówić w domu po niemiecku, bo w Niemczech mieszkamy. Słyszałam co najmniej kilkanaście razy, że na co mu język polski w Berlinie, a bengalski to już w ogóle. Za każdym razem staram się tłumaczyć, że wielojęzyczność, to najlepszy prezent, jaki możemy dać dziecku i nie ma powodów do zmartwień, bo on potrafi mówić po niemiecku. Czasami zdarza mi się krzywo uśmiechnąć i dalej robię swoje.
Wiem też, że czeka nas sporo buntów, zmartwień i pracy nad możliwościami językowymi syna.
Na dzień dzisiejszy jestem dumna z tego, że nam wychodzi i widzimy, jak świetnie Ali sobie radzi. Dla niego mówienie w tylu językach i skakanie między nimi jest naturalne. Zawsze będzie mnie zdumiewać, kiedy płynnie rozmawia z kilkoma osobami i używa w tej rozmowie wszystkich znanych mu mów. Sama mu zazdroszczę, że to wszystko przychodzi mu to wszystko z taką łatwością.

Co nas motywuje?
Bardziej niż na poszerzeniu możliwości na rynku pracy za kilkanaście lat, zależy mi, aby syn mógł bez barier rozmawiać z rodziną każdej ze stron. Poza tym nie wyobrażam sobie nawiązać więź z moim dzieckiem w innym języku niż mój ojczysty. Chcę, aby zachwycał się językiem polskim, aby był dumny, że go zna i nie miał nigdy problemu na wakacjach w Polsce. To przecież również jego kraj, ma tam korzenie i chcę, aby czuł się w nim pewnie.

Zawsze, jeśli będziesz mieć jakieś pytania dotyczące wielojęzyczności, tego, czy dziecko rozwija umiejętność mówienia w prawidłowy sposób, należy skonsultować się z dobrym logopedą.

Od siebie polecam bardzo grupę na Facebooku - Dwujęzyczność dziecięca. Jest to grupa zamknięta. Zawiera ona wiele cennych informacji i zapewnia wsparcie osób, których dzieci mają podobną sytuację do Waszej.

Ciekawi mnie, jakie Ty masz zdanie na ten temat. Może masz w rodzinie wielojęzyczne dzieci?
Ufajcie sobie i róbcie swoje.


Jeśli uważasz ten post za pomocny lub ciekawy, podziel się z nim proszę ze swoimi znajomymi. Będzie mi bardzo miło, jeśli zostawisz również jakiś znak po sobie. 

sobota, 9 czerwca 2018

czerwca 09, 2018

ZADBAJ O SIEBIE W STYLU BANGLA. CZ.2

Po tygodniu czas na drugą część postu. Tym razem będzie krócej, ale niektóre tematy rozwinę w innych postach. Co oprócz kurkumy i aloesu jest uwielbiane w tamtych stronach? Zapraszam na post.

1. Henna na włosy oraz na paznokcie
Henna to nic innego, jak barwnik roślinny, który produkowany jest z lawsoni bezbronnej. Sama od kilku miesięcy regularnie farbuję nią włosy. Jest to jeden z najbardziej naturalnych sposobów koloryzacji włosów. Nie tylko wzmacnia ona włosy, ale też je pogrubia i odżywia oraz bardzo wysusza, dlatego najlepiej do mieszanki henny z wodą lub herbatą najlepiej dodać odżywkę bez silikonów i SLS. Wtedy efekt wysuszenia nie jest tak mocny. Barwnik na włosach chroni je też przed promieniowaniem UV oraz rozprostowuje je. Z pewnością czas farbowania jest minusem, im dłużej tym intensywniejszy kolor. Najlepiej trzymać hennę na włosach do dwóch godzin. Utrudnieniem może być też częstotliwość farbowania włosów, ponieważ na początku najlepiej robić to, co trzy tygodnie i po kilku miesiącach efekt powinien utrzymywać się dłużej Trzeba też dostosować szampon oraz odżywkę do henny. Im bardziej naturalne, tym lepiej. Skoro wiesz, że henna jest sproszkowaną rośliną, to zastanawia Cię, jaki ma zapach. Cóż, zapach ma bardzo intensywny. Po prostu śmierdzi mokrym sianem. I przy pierwszych kilku razach zmyłam hennę już po godzinie, bo nie mogłam znieść tego smrodu.  Należy też pamiętać, że henna się utlenia, więc na początku kolor może z upływem czasu ciemnieć, ale efekt będzie chwilowy, gdyż barwnik dość szybko się wypłukuje.

O tym, jak przygotować daną mieszankę, co dodać dla wzmocnienia działania, najlepiej przeczytać w instrukcji obsługi. Możesz też kliknąć tutaj i znajdziesz się na stronie idaliastyle.pl, gdzie Magda przygotowała bardzo wyczerpujący wpis na temat henny i wiem, że ciężko będzie znaleźć oraz stworzyć coś lepszego.

Proszek ten jest też dobrym zamiennikiem lakierów do paznokci. Należy nałożyć cienką warstwę na dwie godziny, później, jeśli wystąpią brzydkie smugi, powtórzyć proces i można się cieszyć naturalnie pomalowanymi paznokciami. To, ile utrzymywać się będzie efekt zależy od wielu czynników, jednak do tygodnia, to całkowite minimum.


2. Olejowanie włosów 
W Bangladeszu uwielbiany jest olej kokosowy do ciała oraz do włosów. Należy pamiętać, że niestety olej kokosowy jest komadogenny oraz nie na wszystkie rodzaje włosów się sprawdzi. To, jaki olej wybrać zależy od tego, jaką porowatość mają Twoje włosy. U mnie sprawdza się najlepiej olej z pestek winogron. Jak tam olejują włosy? Nakładają dużo oleju na skalp, lekko wmasowując olej w skórę, a następnie nakładają olej na cała długość włosa. Po kilku godzinach spłukują. Proste? Proste, jak się ma grube i mocne włosy. Mi dużą trudność sprawia spłukanie oleju tak, żeby włosy nie wyglądały na tłuste i tutaj niestety pomocny jest dość mocny szampon. Aby olej dobrze działał na włosy, trzeba je najpierw oczyścić z silikonów i różnych, dziwnych, darów chemicznych szamponów. Dostępne są teraz w drogeriach szampony detoksykujące włosy, a najlepiej od początku używać szamponów bez parabenów i silikonów.

Olej można też nakładać na same końcówki włosa. Sposób ten można używać tak często, jak będzie to potrzebne Twoim włosom. Nie muszą być one mokre przed olejowaniem, jednak techniki robienia tego na sucho lub na mokro nieznacznie różnią się od siebie. Bardzo dobrą i wydajną metodą jest olejowanie włosów w misce! Do miski wlewamy wodę i dodajemy olej, po czym zanurzamy w niej włosy. Banalnie proste i o wiele szybsze niż reszta sposobów. Dużo dziewczyn pisze o jeszcze kilku technikach, jak na przykład olejowanie mgiełką lub za pomocą maski.

Jak zmyć olej? Po dłuższych poszukiwaniach i przeczytaniu wielu opinii najlepiej najpierw umyć włosy delikatną odżywką, a następnie powtórzyć czynność z szamponem. Dzisiaj spróbuję.
Jeszcze jedna uwaga! U niektórych wcieranie oleju w skórę głowy może powodować wypadanie włosów. Najlepiej sprawdzić samemu, która z metod jest dla Ciebie najwygodniejsza.


3. Różne maseczki na twarz
Dostępność kosmetyków do pielęgnacji zwiększa się z każdym rokiem, jednak jakość tych kosmetyków oraz tablica Mendelejewa, jaką zawierają, mimo wszystko nie sprawi, że domowe sposoby zostaną wyparte przez gotowce. Banglijki mają swoje sposoby na wszystko!
Chcesz maskę nawadniającą skórę? Weź arbuz, oczyść miąższ z pestek, rozgnieć go na papkę i nałóż na twarz. Po 15 minutach zmyj letnią wodą.
Maseczka rozjaśniająca oprócz kurkumy? Cytryna lub limonka,
miód i kwas mlekowy (jogurt lub maślanka). Mieszankę trzyma się na twarzy do 15 minut i zmywa letnią wodą. Ogólnie większość osób ma tam tylko zimną wodę, więc wszystko właśnie taką wodą jest zmywane.
Świetlista cera to coś, co ciężko jest Tobie uzyskać? Pokrój ziemniaka w plasterki i nałóż na twarz na około 30 minut lub zmieszaj papkę z surowego ziemniaka z cytryną i miodem. Po 15 minutach zmyj delikatnym żelem lub mydłem.
Kleik ryżowy i odrobina soku z cytryna w połączeniu z miąższem z ogórka i liśćmi z kolendry oczyści twarz oraz odżywi skórę. Sok z cytryny dodatkowo pomoże w walce z przebarwieniami.

Prawda, że te maski są banalnie proste do wykonania? Dodatkowo do każdej maski można dodać własne składniki, jak różne oleje lub witaminy.

Mam nadzieję, że skorzystasz z niektórych sposobów i dasz mi później znać w komentarzu, co się u Ciebie sprawdziło. A może już próbowałaś czegoś?

Udanej zabawy!


Jeśli uważasz ten post za pomocny lub ciekawy, podziel się z nim proszę ze swoimi znajomymi. Będzie mi bardzo miło, jeśli zostawisz również jakiś znak po sobie. 

niedziela, 3 czerwca 2018

czerwca 03, 2018

Zadbaj o siebie w stylu bangla. cz.1

ZALECENIA: Usiądź wygodnie, weź coś do picia, post będzie tym z kategorii dłuższych.


Od kiedy poznałam mojego męża zaczęłam interesować się tym, jak kobiety w Bangladeszu dbają o swoją urodę. W końcu tam nowinki z Zachodu nie wyparły naturalnych sposobów dbania o siebie i Ajuverda ma się tam bardzo dobrze. To, co u nas staje się modą i głośno krzykniętym powrotem do korzeni, tam jest stosowane nieprzerwanie od setek lat. Sama stosuję część z tych trików, a kilka z nich czeka aż je przetestuję. Są też sposoby, które poznałam poza tematem Jak to robią w Bangladeszu. Prawdopodobnie pojawi się też część druga tego wpisu, bo co jakiś czas odkrywam nowe tajniki i z pewnością będę się chciała z Tobą nimi podzielić.

Dobra, trochę tego jest, więc zaczynamy.

1. Kurkuma

Złota przyprawa z Azji, która ma nie tylko zastosowanie w kuchni, ale też w kosmetologii i medycynie. Skupmy się na zastosowaniu zewnętrznym. Kurkuma, dzięki zawartej w niej kurkuminie, wspaniale wpływa na cerę oraz śnieżnobiały uśmiech! Kurkumina działa przeciwzapalnie, antyoksydacyjnie, pomaga w walce z przebarwieniami oraz złuszcza skórę, co jest pomocne w walce ze zmarszczkami. Niesamowite, prawda?
Nie bez powodu panny młode przed ślubem mają imprezę zwaną Gaye holud. Impreza ta polega na nacieraniu ciała pastą bazującą na kurkumie. Regularne używanie kurkumy (co dwa lub trzy dni) na skórę powinno dać zadawalające efekty już po miesiącu jej stosowania. Niestety, mimo swoich właściwości ma też minusy. Barwi, mocno barwi, bardzo mocno barwi! Jeśli nie boisz się żółtego zlewu, nie szkoda Ci bluzki na taką maskę, to możesz skorzystać z mojego przepisu na maskę. 

Przepis na maseczkę z kurkumy
 1 łyżka kurkumy
 1 łyżka jogurtu albo maślanki, może być też coś innego, ważne, aby zawierało kwas mlekowy
 1 odrobina miodu 
  możesz dodać też inne dodatki, jak odrobina witaminy E, olejku różanego itp.
Wymieszaj składniki na jednolitą, w miarę gęstą papkę i nałóż na oczyszczoną skórę. Pozostaw ją na od 10 do 20 minut. Z początku możesz odczuwać pieczenie. Polecam wachlowanie się kawałkiem papieru. UWAGA! Kurkuma, jak każda roślina, może uczulać. Warto zrobić sobie próbę uczuleniową. Maseczkę zmyj wodą.
Twoja twarz będzie żółta i tak ma właśnie być. Maseczkę najlepiej wykonać przed spaniem, aby kurkumina miała czas na działanie i dopiero rano porządnie oczyścić twarz. Po lekkim makijażu nie ma śladu po żółtym kolorze.

Kurkuma też świetnie wybiela zęby. Tak, dobrze czytasz. Wybiela zęby. Wymieszaj odrobinę kurkumy z olejem kokosowym lub samą wodą, można też dodać olejku goździkowego. Taką pastą umyj zęby. I gotowe. Przy regularnym stosowaniu z pewnością efekty Cię powalą. 

2. Miswak

Jak już jesteśmy przy zębach, to trudno nie wspomnieć o miswaku. Jest to gałąź z drzewa arakowego, która jest świetnym zastępstwem dla tradycyjnych szczoteczek do zębów. W Europie można kupić zapakowany w plastik i niestety ma bardzo nieprzyjemny zapach, który na szczęście po kilku dniach się ulatnia. Stosowanie go jest dość problematyczne na początku, ponieważ technika mycia zębów różni się od tej nam już znanej, ale można się dość szybko przyzwyczaić. Myślę, że warto dla zdrowych zębów oraz w walce z zapaleniem dziąseł. Dodatkowo jedna gałąź starcza na dość długo, co jest dodatkowym plusem zmiany szczoteczki.Na tej stronie klik znajdziecie opis tego, jak go używać. Niestety opis jest po angielsku, ale są też obrazki. :)

3. Aloes

Tak, wiem. Aloes to nie jest nic nowego w naszej kulturze. Ale właśnie w Bangladeszu sok z aloesu smakuje najlepiej, kiedy z samego rana zrywasz liście kilkuletniego aloesu i nikt nie czyta Ci zaleceń, że łyżeczka soku na szklankę wody. Do tego kostki lodu! Pycha. Dlaczego wspominam o soku z aloesu? Bo ma świetne działanie oczyszczające, co znacząco wpływa na nasze zdrowie oraz stan skóry. Dodatkowo używany zewnętrznie na podrażnioną lub zranioną skórę, działa kojąco i przeciwzapalnie. 
Czysty sok z z aloesu można kupić w Rossmannie lub hodować samemu i cieszyć się jego działaniem. Stosując regularnie należy pamiętać, aby ilość soku nie była zbyt duża, bo można wypłukać sobie potas z organizmu. 


4. Olej Neem

Olej ten poznałam za sprawą mojej przyjaciółki, która odkryła przede mną jego działanie. Od teraz włosy myję tylko szamponem bazującym na tym oleju i pozbyłam się łupieżu, który dopadł mnie po przeprowadzce do Berlina. Jakie działanie ma ten olej? Chroni on skórę i wspomaga walkę z procesami starzenia oraz walkę z grzybicą, zmniejsza suchość skóry, działa przeciwłupieżowo oraz przeciwzapalnie. To tylko część z jego właściwości. Ma dość specyficzny zapach, co może niektórym przeszkadzać, dlatego przed zakupem oleju najlepiej sprawdzić, czy nie jest zbyt intensywny dla Ciebie.

5. Orzechy piorące, jako szampon

Będzie to ostatnia pozycja na liście, bo inaczej ten post nigdy nie będzie mieć końca. Teraz przedstawię Wam technikę mycia włosów bez szamponu. Wiem, że w Polsce są stosowane różne, zastępcze, techniki, tj. mycie włosów mąką, samą wodą lub nawet sodą. Ja chcę Wam przedstawić mycie włosów orzechami piorącymi. Mycie nimi włosów trwa dłużej niż tradycyjnie, ponieważ trzeba najpierw przygotować wywar, który zastąpi nam szampon. Jest to sposób przede wszystkim w 100% naturalny, wydajny i tani. Orzechy, a raczej ich łupiny, są dość tanie i można je kupić w wielu miejscach.  
Jak umyć nimi włosy?
Na litr wody wrzuć ok. 10 łupin. Zagotuj wodę na ok. 15 minut i poczekaj aż ostygnie. Następnie umyj włosy tym wywarem. Ja wlewam wywar do miski, wkładam do niej włosy i przez kilka minut masuję skórę głowy. Później spłucz dokładnie włosy.
Po takim myciu można spokojnie nałożyć odżywkę.
Jest to z pewnością dość uciążliwy proces, a i same orzechy mają dość specyficzny zapach, jednak jeśli komuś zależy na naturalnym oczyszczaniu skóry głowy, jest to sposób dla niego.


I tak o to dobrnęłaś do końca. Mam nadzieję, że spodobał Ci się post i dowiedziałaś się kilku, nowych, rzeczy. Daj znać w komentarzu, co myślisz o tych sposobach i czy wypróbowałaś już któryś z nich. Drugi post z tej serii pojawi się w czwartek. 

Życzę Ci udanego dnia. 

Cześć

authorMam na imię Klaudia i od kilku lat mieszkam w Berlinie. Lubię pisać o mojej poplątanej codzienności i równie poplątanej rodzinie.
Więcej →



Popularne posty