poniedziałek, 18 czerwca 2018

Jak to u nas jest z tymi językami? Wielojęzyczne dziecko.

Dzisiaj chciałabym pokazać Ci to, jak wyglądają u nas rozmowy z synem i czy warto dbać o znajomość wielu języków.
Wielojęzyczne dziecko w rodzinie mieszanej, to nie jest nic nowego. Standardem jest, że używa ono przynajmniej dwóch języków, które są językami ojczystymi rodziców. Co się dzieje, kiedy codzienność dziecka otaczają cztery mowy? U nas właśnie jest taka sytuacja.
Ja mówię po polsku, mąż po bengalsku, poza domem używamy niemieckiego, między sobą rozmawiamy po angielsku. Lepszego miksu nie mogliśmy wymyślić. Jak byłam w ciąży, to od początku wiedzieliśmy, że syn będzie mówić po polsku i niemiecku. Reszta języków nie była pewna, a tak szczerze pisząc, to nawet nie zastanawialiśmy się nad nimi.
Po ciąży poznałam mądre kobiety, które pomogły mi wytrwać w postanowieniu mówienia do dziecka tylko po polsku oraz dowiedziałam się od nich o metodzie OPOL, czyli dosłownie jeden rodzic, jeden język. My do rodzica dopisujemy jeszcze miejsce. Metodę tę stosowaliśmy skutecznie dopiero w kilka tygodni po narodzinach Aliego, bo mój mąż z niewiadomych przyczyn uznał, że język angielski jest jego językiem. Tak było do momentu, aż jego przyjaciel zadał mu pytanie, dlaczego nie mówi do dziecka po bengalsku. Mój mąż się zdziwił, bo nawet nie zdawał sobie z tego sprawy i nie wiedział, że ma możliwość nauczenia dziecka ojczystego języka. Od tamtego pytania metodę tę stosujemy konsekwentnie.
Nawet w towarzystwie mówię do dziecka w języku polskim. Oczywiście wyjaśniam, dlaczego do niego tak mówię i informuję, że z chęcią wytłumaczę, co do niego powiedziałam. Tłumaczę też, że nigdy nie mówię nic złego o nich i że o konsekwencję tu chodzi, a nie o robienie na złość. Jeszcze nie zdarzyło mi się, aby ktoś się na mnie za to obraził. Dodatkowo bardzo często staram się dawać mu możliwość zabawy z jego polskojęzycznymi przyjaciółmi. Zawsze zabawa z rówieśnikami mobilizuje i zachęca do posługiwania się językiem.

Przedszkole
Ali poszedł do przedszkola dość szybko. Wraz z nowym miejsce pojawił się kolejny język. Pierwsze miesiące dziecka w nowym miejscu bardzo mnie stresowały tym, jak poradzi sobie językowo. Wiesz, zmartwienia typu, czy zrozumie, co mówi opiekunka, czy będzie potrafił zakomunikować swoje potrzeby. Szybko okazało się, że stresowałam się zupełnie niepotrzebnie i  młody sobie świetnie poradził. Na bieżąco jestem informowana o postępach językowych syna i nic nie zapowiada, żeby miał jakiekolwiek problemy w posługiwaniu się niemieckim, które hamowałyby jego dalszy rozwój.


Co z językiem angielskim? Nie uczymy go, nie wymuszamy konwersacji w tym języku, ale nie zabraniamy mu też osłuchiwać się z nim. Ten język otacza nas wszędzie. Słuchamy piosenek po angielsku, w przedszkolu też ma z nim styczność i czasami nawet jakaś krótka bajka trafi się w tym języku. Syn czasami powtarza po nas zwroty lub stara się coś wtrącić. Jest to zdecydowanie bierna znajomość. Skąd to wiem? Czasami odpowiada mi po polsku na pytanie, które zadaję jego tacie.

Oczywiście Ali nie opanował tych wszystkich języków w stopniu idealnym. Ma dopiero cztery lata i jeszcze wiele przed nim. Syn robi błędy gramatyczne w każdym z języków. W języku polskim odmiana przez przypadki nadal sprawia problemy, w języku niemieckim nie istnieje dla niego 3. osoba l.mn, a bengalski skrywa nadal wiele tajemnic. Niestety, na chwilę obecną tylko wyprawy do Bangladeszu mogą dać młodemu odpowiedni warsztat językowy. W Berlinie zadziwiająca duża ilość banglijskich dzieci nie mówi w tym języku lub nie chce mówić, dlatego młody nie ma tutaj rówieśników, z którymi mógłby szkolić swój warsztat. Jednak błędy, które on popełnia zauważam również u dzieci, które są dwujęzyczne. Konsultowałam się też z logopedą i dostałam potwierdzenie, że językowo młody rozwija się we właściwy sposób.
Alif często też pomaga mi porozumieć się z rodziną męża. Jeśli zapomnę, jak po bengalsku mówi się dane słowo, to proszę syna, aby powiedział, jak to mówi tata. To jest niesamowite!

Co było dla nas największą trudnością?
Największą trudnością było zaufanie sobie i tej metodzie. Cały czas spotykamy ludzi, którzy twierdzą, że to nie ma sensu, że MUSIMY mówić w domu po niemiecku, bo w Niemczech mieszkamy. Słyszałam co najmniej kilkanaście razy, że na co mu język polski w Berlinie, a bengalski to już w ogóle. Za każdym razem staram się tłumaczyć, że wielojęzyczność, to najlepszy prezent, jaki możemy dać dziecku i nie ma powodów do zmartwień, bo on potrafi mówić po niemiecku. Czasami zdarza mi się krzywo uśmiechnąć i dalej robię swoje.
Wiem też, że czeka nas sporo buntów, zmartwień i pracy nad możliwościami językowymi syna.
Na dzień dzisiejszy jestem dumna z tego, że nam wychodzi i widzimy, jak świetnie Ali sobie radzi. Dla niego mówienie w tylu językach i skakanie między nimi jest naturalne. Zawsze będzie mnie zdumiewać, kiedy płynnie rozmawia z kilkoma osobami i używa w tej rozmowie wszystkich znanych mu mów. Sama mu zazdroszczę, że to wszystko przychodzi mu to wszystko z taką łatwością.

Co nas motywuje?
Bardziej niż na poszerzeniu możliwości na rynku pracy za kilkanaście lat, zależy mi, aby syn mógł bez barier rozmawiać z rodziną każdej ze stron. Poza tym nie wyobrażam sobie nawiązać więź z moim dzieckiem w innym języku niż mój ojczysty. Chcę, aby zachwycał się językiem polskim, aby był dumny, że go zna i nie miał nigdy problemu na wakacjach w Polsce. To przecież również jego kraj, ma tam korzenie i chcę, aby czuł się w nim pewnie.

Zawsze, jeśli będziesz mieć jakieś pytania dotyczące wielojęzyczności, tego, czy dziecko rozwija umiejętność mówienia w prawidłowy sposób, należy skonsultować się z dobrym logopedą.

Od siebie polecam bardzo grupę na Facebooku - Dwujęzyczność dziecięca. Jest to grupa zamknięta. Zawiera ona wiele cennych informacji i zapewnia wsparcie osób, których dzieci mają podobną sytuację do Waszej.

Ciekawi mnie, jakie Ty masz zdanie na ten temat. Może masz w rodzinie wielojęzyczne dzieci?
Ufajcie sobie i róbcie swoje.


Jeśli uważasz ten post za pomocny lub ciekawy, podziel się z nim proszę ze swoimi znajomymi. Będzie mi bardzo miło, jeśli zostawisz również jakiś znak po sobie. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Cześć

authorMam na imię Klaudia i od kilku lat mieszkam w Berlinie. Lubię pisać o mojej poplątanej codzienności i równie poplątanej rodzinie.
Więcej →



Popularne posty