wtorek, 14 sierpnia 2018

Dlaczego mi nie wyszło?

Wiesz, ten rok jest dla mnie jakiś przełomowy. Takie mam wrażenie. Przełomowy w poznawaniu siebie i akceptowaniu tego, co czuję. Nie chcę Ci bredzić o tym, jakie to ważne, aby żyć w zgodzie ze sobą, aby robić to, co kochasz i rzucić wszystko i zmienić swoje życie, ale chcę się z Tobą podzielić historią o tym, dlaczego mi nie wyszło z szyciem i dlaczego jest to dla mnie przełomowe
Nie wiem, na ile wpłynęło na to moje dzieciństwo, na ile fakt, że jestem jedynaczką, ale ja nie umiem odpuszczać. Nie umiałam. Zawsze po chwili poczucia ulgi czułam się, jak przegrana i karałam się za to słabym samopoczuciem. Jak mogłam odpuścić? Jak mogłam nie udowodnić INNYM, że potrafię? 
Tak było ze wszystkim. Lubiłam przełamywać moje granice, uczyć się, pokazywać, że potrafię.

W pewnym momencie, po urodzeniu dziecka, odkryłam, że szycie sprawia mi radość i mam dość dużo pomysłów. Tylko znowu hobby w mojej głowie przeistoczyło się w chęć udowodnienia, że potrafię i jestem w tym dobra. Brak pokory i motywacji wypływającej ze mnie sprawił, że szło mi wolno. Większość moich, bo tak mi się wtedy wydawało, marzeń zaczęli realizować inni, co mnie dodatkowo frustrowało. 
Maszyna w pewnym momencie wylądowała w pokrowcu, czekała na lepszy moment, który miał nadejść z każdym nowym dniem, tygodniem, miesiącem.
Przez 4 miesiące oszukiwałam się, że nie szyję, bo nie mam czasu. Bzdura. Nie szyłam, bo nie chciałam, tylko nie mogłam się przed sobą samą przyznać, że znowu muszę coś odpuścić. 
Teraz wiem, że to nie było moim marzeniem. To była raczej wizja tego, by wpisać się w normy, które podsycane były twórczymi, instagramowymi, profilami. Wpadłam w sidła pokolenia Millenialsów, gdzie musisz być twórczy, mieć najlepiej własną firmę i cukierkowe życie. Jeżu z Bożeną, dobrze, że się ocknęłam. I nie jest mi w ogóle głupio z tego powodu, bo wiem, że wiele osób z mojego pokolenia z własnej woli weszło do szufladki ,,Millennial dream". 
Jestem z siebie dumna, że sama się nauczyłam szyć, że spróbowałam i mam sporą wiedzę na temat maszyn. Nie jestem już laikiem w tym temacie. Jedyne, co straciłam, to pieniądze. Nic więcej. 
Ten rok pokazuje mi, jak ważne jest, aby nauczyć się pokory i nie udawać kogoś kim się nie jest, aby zadowolić innych. Dojrzałam już, aby odpuścić i przyznać się przed samą sobą, że to nie to. Maszyna znalazła już nowy dom, a ja odnalazłam spokój i nic już mnie nie szczuje w kącie pokoju. Czuję się lekko. Dlatego, jeśli coś co robisz z własnej woli, jakieś hobby lub element dnia nie sprawia Ci już radości, to zastanów się, czy warto. Może właśnie Twoje oczekiwania wobec siebie są źródłem Twojej frustracji? Może to nie jest to, na co warto poświęcać energię, bo to nie jest Twoje? 
Jeśli nigdy nie miałeś takiego problemu, to jesteś szczęściarzem i ja na szczęście też już należę do tej grupy. 
Udanego wtorku.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Cześć

authorMam na imię Klaudia i od kilku lat mieszkam w Berlinie. Lubię pisać o mojej poplątanej codzienności i równie poplątanej rodzinie.
Więcej →



Popularne posty