czwartek, 2 sierpnia 2018

Dziękuję, że jesteś.



Uważaj, będzie bardzo osobiście. Ten post jest napisany w oparciu o MOJE przeżycia, uczucia i przemyślenia. Nie będę oryginalna, bo postanowiłam to wszystko napisać ze względu na zbliżające się, czwarte, urodziny mojego syna. Cztery lata! Tak szybko zleciało, tyle się zmieniło.

Czasami przypominam sobie o początkach, wspominam moje lęki i baby blues. Wiesz, byłam nastoletnią mamą, z maturą w kieszeni. Dobra, nastoletnią na granicy, bo miałam 19 lat, kiedy syn się urodził. Plusem jest też, że ojciec dziecka stał się moim mężem i jesteśmy razem w tym rodzicielstwie. Gdy dowiedziałam się o ciąży, to oprócz przerażenia, byłam przekonana, że dam radę, że jestem dojrzała i pójdzie mi świetnie, bo co ma nie pójść. Co to za trudność zmienić pieluchę i wyjść na spacer? Jeny, ale byłam głupia. Ani nie byłam dojrzała, ani przygotowana na to wszystko. Jak urodziłam syna, to te zmiany, o których myślałam, do których się przyzwyczajałam, stały się namacalne. Wszystkie lęki, wzruszenie, strach i ogrom odpowiedzialności dotknęły mnie w jednej sekundzie. Ciągle pamiętam, jak płakałam tacie, że nie jestem gotowa i żeby go zabrali, by wszystko wróciło do normy. Dzisiaj jest to tylko jedno z wielu wspomnień, ale długo się karałam za takie myśli. Baby blues miał mnie przecież ominąć, bo jestem taka dojrzała i tyle wiem. Nie dodawał odwagi fakt, że byliśmy sami, że znajomi i przyjaciele wykruszali się powoli, bo ja byłam przygnębiona, a kto chce z taką osobą rozmawiać?

Myślę, że u mnie to była kwestia nie tylko wieku, ale i wyobrażeń. Jestem typem marzycielki, co w tym przypadku okazało się zgubną cechą. Pierwszy rok życia syna przetrwałam. Tak, to dobre słowo. Przetrwałam. Nie miałam ochoty na jedzenie, a jak młody budził się w nocy, to dosłownie robiło mi się słabo. Przeszło po miesiącu, kiedy moja cudowna położna, której jestem ogromnie wdzięczna za opiekę nad nami, zaproponowała oczywistą oczywistość, czyli spanie z dzieckiem. Wraz z wysypianiem się, polepszył się mój nastrój. Miałam też szczęście poznając kobiety, które pomogły mi wyciszyć niektóre lęki, pokazały, że zmęczenie własnym dzieckiem, to nic złego i nie ma nigdzie paragrafu, że trzeba bawić się z nim i od małego przygotowywać do wyścigu szczurów. Z perspektywy czasu żałuję, że nie szukałam pomocy u psychologa. Z pierwszego roku mogłam wyciągnąć więcej, znacznie więcej. Zdecydowanie za często dawałam się ponieść negatywnym myślom. Już nie mam z tego powodu wyrzutów sumienia, ale były momenty, kiedy czułam się winna, bo nie pasowałam do obrazka z reklamy, gdzie matki rzygają tęczą i delektują się zapachem pierdu niemowlaka, bo rodzicielstwo to dar, a ja go nie doceniam. Wiesz, co mnie jeszcze zaskoczyło i czego się nie spodziewałam? Zawsze, wszędzie, mówi się o tym cudownym momencie, kiedy kładą Ci dziecko na piersi, a Ty zapominasz wszystko, zalewa Cię fala miłości i jesteś gotowa przenosić góry. Nikt nie mówi, że może być inaczej, że miłość przyjdzie z czasem, a Ty chcesz się tylko wyspać i wrócić do starego życia. Żałujesz, że ciąża nie trwa 20 miesięcy i po urodzeniu nie jesteś już sobą i dla siebie. Bo nie tylko zmieniają się dodatkowe meble w w dmu i ilość produkowanych śmieci. Zmieniasz się Ty. I nawet jeśli na lepsze, to i tak tracisz poczucie bezpieczeństwa. Jakoś jest to tak zbudowane, że bycie rodzicem uwydatnia Twoje wady i nagle zdajesz sobie sprawę, że czas coś z nimi zrobić. Jak ja przeżyłam sama ze sobą przez te ostatnie kilkanaście lat?

Okazało się też, że nie mam tyle cierpliwości, jak myślałam, a dzieciństwo odegrało większą rolę w moim życiu niż chciałabym kiedykolwiek to przyznać. Część kobiet jest do tej roli stworzona na wymiar i na wstępie dostają pakiet ,,Nie pamiętam, jak było przed pojawieniem się ciebie", a część marzy, aby choć na chwilę być mniej odpowiedzialnym i cofnąć czas. Tak się wtedy czułam i po czasie zrozumiałam, że to nic złego. Jak hormony się uspokoiły i już miało być wszystko pięknie, to znowu po zakończeniu karmienia piersią zaczęło mi odbijać. Dół za dołem. Na szczęście spokój w gospodarce hormonalnej szybko zapanował i mogłam odpuścić sobie nieosiągalne oczekiwania wobec rzeczywistości. Dzisiaj czuję się świetnie jako mama i nie mam już wyrzutów sumienia, kiedy zamiast bawić się w wyścigi idę dziesiąty raz sprzątać w łazience. Dzięki rodzicielstwu odnajduję lepszą siebie. Banalnie to brzmi, wiem. Tylko droga do tego momentu nie była banalnie prosta. Dzielę się z Tobą tymi przemyśleniami, abyś nie czuła się winna, kiedy czujesz inaczej niż inni tego od Ciebie wymagają, abyś szukała pomocy, kiedy sobie nie radzisz, by nie stracić cennych chwil i siebie. Byś wiedziała, że nie jesteś jedyna.

Czego będę życzyć synowi? Zdrowia i bycia sobą oraz pięknych przeżyć na drodze do piątego roku życia. Podziękuję mu też za to, że jest, bo dzięki niemu widzę więcej i chcę więcej rozumieć. Jest czasami ciężko, płaczę i znowu daję się ponosić emocjom, ale jest pięknie. Warto było. Dzisiaj to wiem.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Cześć

authorMam na imię Klaudia i od kilku lat mieszkam w Berlinie. Lubię pisać o mojej poplątanej codzienności i równie poplątanej rodzinie.
Więcej →



Popularne posty