niedziela, 18 listopada 2018

Minusy Berlina, subiektywnie.


Uwaga. Post ten zaliczycie pewnie do nic nie wnoszących wpisów i nie grzeszących jakością treści. Trudno. Ja dzisiaj mam potrzebę wyrzucić wszystko z siebie, bo bywają dni, kiedy jestem tak bardzo przytłoczona tym miastem, że najchętniej rzuciłabym to wszystko i wyjechała w Bieszczady ;). Umówmy się, Berlin nie jest idealnym miejscem na Ziemi, a wszyscy, którzy tak myślą nieźle się zdziwią po tym wpisie. Dzisiaj właśnie będzie o minusach tego miasta, również z perspektywy matki. Podpunkty będą pisane na podstawie moich własnych obserwacji i doświadczeń. 

A na łapach pies kudłaty
Nie od dziś wiadomo, że Niemcy wolą psy od dzieci. I nie krzyczcie za to stwierdzenie, oni sami tak mówią o sobie. Z tego powodu psy mogą wchodzić do niektórych restauracji, bez problemu jeżdżą  komunikacją miejską, a i do wielu sklepów wejdziesz z psem. Zazwyczaj jest jeden warunek, pupil musi mieć kaganiec. Jednak, kto by się tym przejmował? Amstaf bez kagańca, czy nawet zwykły York, to nic. Normalka. Przecież to taki niegroźniutki piesio, on nigdy nikogo nie zaatakował.

Mieszkanie, jak igła w stogu siana
Jest ktoś, kto jeszcze nie słyszał o kryzysie mieszkaniowym w Berlinie? Nie dość, że mieszkań jest za mało, to na te z dobrą lokalizacją i przystępnym czynszem są kolejki. Ostatnio na jedno mieszkanie na Pankow było 1400 zgłoszeń. Takich przypadków jest mnóstwo. Jeśli chcecie zmienić mieszkanie nie bojąc się, że wylądujecie na ulicy, to zacznijcie szukać dwa lata wcześniej.

Zamknięte w niedziele
Wiem, że w Polsce też jest to wprowadzane w życie. Wiem też, że są otwarte niektóre sklepy na dworcach, a i niedziele handlowe też się zdarzają, jednak czasami jest to utrudnieniem, szczególnie, kiedy niedziela jest najlepszym dniem na zrobienie większych zakupów.

Idiotów nie brakuje
Zdecydowanie w Berlinie ich nie brakuje. Podrzucone żyletki na plac zabaw, igły narkomanów w piaskownicy, palone nocą auta i wybijane w sklepach szyby. Dołóżmy do tego porachunki mafii i bijatyki. No cóż, zdarza się wszędzie... albo i nie.

Przedszkola szukaj już w ciąży
Znalezienie przedszkola, szczególnie tego z rodzaju fajnych i idealnych, to kwestia szczęścia i tylko szczęścia. W tej kwestii jest tak samo, jak z mieszkaniami. Lista oczekujących na jedno miejsce jest długa, a dzieci rok w rok jest jest jeszcze więcej. Miejsc nie brakuje, tylko personelu jest za mało i to niestety się odczuwa, szczególnie na etapie poszukiwań placówki.

Dzisiaj rower jest, jutro go już nie ma
O tym problemie pisałam przy okazji tego wpisu Czy Berlin jest bezpieczny?. Mojemu mężowi skradziono nowy rower, bez siodełka. Kradną części, foteliki dla dzieci i przyczepki do rowerów. Ukradną wszystko, co się ukraść da, dlatego inwestując w rower zainwestujcie też w ubezpieczenie. #obcokrajowcyucząsięnabłędach

DDR czuć w deszczu

Wiem, że wiele osób się ze mną zgodzi, ale spacery po mieście w deszczowe dni lub nawet w te pochmurne, są dość przygnębiające. Szczególnie Wschodni Berlin jest w takie dni bardzo szary, tylko pojedyncze kamienice wyróżniają się radosnymi kolorami. Rosyjska estetyka w architekturze jest depresyjna.

Wieczne remonty i korki
Korki w Berlinie w godzinach szczytu lub przed dłuższym wolnym to standard. Nie pomagają też wieczne roboty drogowe. Do przedszkola syna jedziemy autobusem 10 minut, a potrafimy wracać nawet 30. To samo z pociągami i metrem. Przynajmniej raz w roku podstawiane są autobusy, a część trasy wyłączana jest z użytku. I wtedy toczy się gra, kto usiądzie, kto stanie przy drzwiach, a kto będzie musiał, co chwilę wychodzić na przystankach, aby inni mogli wyjść. Podobno wzmacnia to też poczucie przynależności do grupy. Poranne przytulanie w autobusie lub metrze, to jest właśnie to.

Odległości
Wyobrażacie sobie jechać 20 km do pracy i nadal być w tym samym mieście? Okej, idzie się do tego przyzwyczaić, jednak kiedy traci się dwie godziny dziennie na dojazdy, to mimo wszystko te odległości uwierają. Tak samo, jak różne wydarzenia. Z wielką chęcią chciałabym brać w nich udział, ale z 2 godzin robią się 4, bo trzeba doliczyć dojazd i już mi nie pasuje. Dlatego większość mojego życia toczy się w dzielnicy w której mieszkam i w jej okolicach.

Terminy, jak w Polsce
Berlin to duże miasto z dużą ilością mieszkańców. Oznacza to, że mogą być trudności w znalezieniu specjalisty, który będzie mieć wolne terminy w najbliższym miesiącu, a nawet dostanie się do urzędu na już może sprawić problemy. Nie wspominam już o urzędzie dla obcokrajowców lub specjalistów, którzy mówią w języku jakiejś mniejszości narodowej, o ile w ogóle będą mieć wolne miejsca. Bardzo często usłyszycie, że jest im bardzo przykro, ale nie przyjmują już nowych pacjentów. Cóż, mi też jest wtedy przykro.


Jakie minusy Wy widzicie w Waszych miastach? A może to są te idealne miejsca do życia? Dajcie koniecznie znać w komentarzach.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Cześć

authorMam na imię Klaudia i od kilku lat mieszkam w Berlinie. Lubię pisać o mojej poplątanej codzienności i równie poplątanej rodzinie.
Więcej →



Popularne posty