środa, 27 lutego 2019

lutego 27, 2019

Po prostu zacznijcie.


Tak wygląda zabieranie śmieci z mniejszych składowisk przy blokach. Później trafiają do dużych, metalowych, śmietników.
Bycie w takim kraju i obserwowanie go może zmienić podejście do wielu spraw. Jak już pisałam w poście Mój drugi raz, tym razem widziałam dużo więcej niż podczas mojej pierwszej wizyty. Masa śmieci w Bangladeszu przytłoczyła mnie jeszcze bardziej niż trzy lata temu. Wychodziłam częściej, widziałam więcej brudu, rozrzuconych śmieci i ogromną obojętność ludzi na to wszystko. Widzisz, że coś leci z okna albo nagle wypada z auta? Trudno, tak robi wielu ludzi. To kraj bardzo zaśmieconym, gdzie recykling plastiku nie jest tak rozwinięty, jak recykling papieru, chociaż nie tylko ze swoim plastikiem muszą walczyć. Dla mnie jest to jakiś absurd.
Sama świadomość na temat niebezpiecznych substancji, smogu, oparów, jest niewielka. Odpady mieszane, strzykawki, baterie, jedzenie, wszystko wyrzucane jest razem. Dlatego na ulicach można spotkać ludzi, którzy grzebią między tymi śmiećmi oraz dzieci biegające po tym bez butów, aby wygrzebać cokolwiek, co można sprzedać. I to dzięki nim jeszcze nie jest tak źle, jak mogłoby być. W trakcie pory deszczowej większość kanałów zapycha się przez plastik. Po tym, jak deszcz odchodzi i opada poziom wody, ogrom tego syfu przeraża. Chociaż kraj ten, jako pierwszy na świecie, zakazał używania plastikowych jednorazówek, to nikomu nie przeszkadza dawanie dwóch słomek do jednego, plastikowego kubka. Plastik dosłownie zalewa Bangladesz. Plastikowe meble, plastik zamiast szkła, zabawki z Chin też plastikowe.

Tak właśnie przeszukiwane są śmieci. Na wysypiskach wygląda to podobnie.
Jadąc na wieś, przejeżdżaliśmy obok jednego z większych wysypisk na obrzeżach Dhaki. Część śmieci była zajęta ogniem, aby zapewne zrobić miejsce na nowe odpady. Brzmi podobnie, co nie?
Wśród tego dymu i oparów chodzili ludzie. Nie wierzę, że nie zdają sobie sprawy z zagrożenia, jakie niesie ich praca, ale wiem, że nawet nie potrafię wyobrazić sobie głodu, jaki odczuwają.
W starej części Dhaki dominuje smród rzeki, która miejscami mieni się kolorami tęczy od znajdujących się w niej chemikaliów. Na ten opłakany stan rzeczy wpływa wiele aspektów, m.in.: liczba ludzi, brak edukacji (chociaż rząd zaczyna z tym walczyć), brak odpowiednieg planu rządowego, który rzeczywiście dałby rezultaty i konsumpcjonizm. Kiedy rozmawiałam ze znajomymi, to bardzo często słyszałam wytłumaczenie typu nie ma sensu nic zmieniać, skoro sąsiad nic nie zmieni i będzie dalej syfić. Dla nich tak jest od zawsze. Myślę, że z czasem sami przestali dostrzegać, jak źle jest i że z roku na rok jest tylko gorzej. Na szczęście są wyjątki i mam nadzieję, że z czasem będzie to znaczna większość Banglijczyków. Najczęściej są to młodzi ludzie, którzy tworzą nowe projekty i inicjatywy mające wpłynąć pozytywnie na środowisko, które sami niszczymy. Pomyślicie pewnie, że w tej Europie to jednak tak różowo i pachnąco jest. Nie jest. Wielu ludzi tutaj też nie chce zmian lub nie zdaje sobie sprawy z konsekwencji wielu zachowań. Jeśli poziom wód podniesie się o 50 cm, to Bangladesz straci 11% lądu. 12 milionów ludzi będzie musiało uciekać. Trafią zapewne do większych miast, w których już teraz nie ma miejsca. Zanieczyszczenie środowiska będzie się tylko pogarszać. I tak nie będzie tylko w jakimś tam kraju, który większość osób nawet na mapie nie wskaże, ale tak będzie wszędzie.

Bangladesz jest przepiękny i zielony, ale ciężko zrobić zdjęcie, na którym nie ma śmieci.  
Rozmawiając z rodziną starałam się im wytłumaczyć, co mogą zrobić, aby było lepiej. I sama zrozumiałam, jaką straszną hipokrytką byłam podczas tych rozmów, bo przecież ja sama nie daję z siebie wszystkiego. Sama daję wiele od siebie, aby przyspieszyć globalne ocieplenie. Dopiero po powrocie zaczęłam sumiennie segregować odpady bio i zrezygnowałam z kupowania butelkowanej wody do domu. Wiem, że tych zmian mogę wprowadzić jeszcze więcej. Wy też możecie i jest to prostsze niż myślicie. Wystarczy jeden, mały krok, aby było lepiej. Zmieńcie tyle, ile będziecie chcieli i mogli. Nie musicie nagle chodzić nago, przytulać się do drzew i kupować tylko ekologiczne produkty. Po prostu zacznijcie.


czwartek, 14 lutego 2019

lutego 14, 2019

Ciasto daktylowe z jabłkami.


Dobra, przyznaje się. Od powrotu z Azji coś mi odbiło. Regularnie sprzątam, gotuję i piekę. Jest połowa lutego, a ja już pobiłam zeszłoroczną ilość wypieków. Ogólnie rzecz biorąc, jest dobrze. Tylko muszę uważać, żeby mąż się nie przyzwyczaił.
Wracając do tego powrotu z Bangladeszu. Wraz z tysiącem przypraw i kilogramem papryczek chilli, dostałam 4 kilogramy daktyli. I powiedzcie mi, co z nimi miałam zrobić? W koktajlach się już przejadły, solo też już nie ma szału. Postanowiłam, że znajdę przepis na jakieś fajne ciasto z nimi. Trochę to trwało nim znalazłam takie, które miałoby ręce i nogi. Na szczęście się udało. Po małych modyfikacjach i kilku próbach, stworzyłam moją wersję tego nieba w gębie i właśnie nią podzielę się dzisiaj z Wami.

Składniki:

  • 200 g daktyli bez pestek
  • 250 ml wody
  • 125 g miękkiego masła
  • 1 łyżeczka sody
  • 2 średnie, starte na małych oczkach, jabłka lub 3 małe
  • 2 jajka
  • 200 g mąki pszennej 
  • 1 łyżeczka proszku do pieczenia
  • 150 g cukru 
Polewa:
  • 100 g gorzkiej czekolady
  • 50 g masła i 50 ml mleka lub 100 ml śmietany kremówki
  • odrobina wiórków kokosowych 
Formę do pieczenia, moja ma średnicę 27 cm, natłuść lub wyłóż papierem do pieczenia.

Posiekane daktyle zagotuj w 250 ml wody. W trakcie gotowania ostrożnie dodaj sodę. Gotuj je przez minutę, cały czas energicznie mieszając. Odstaw garnek w chłodne miejsce, aby daktyle mogły ostygnąć.

W misce utrzyj masło i cukier na jednolitą masę. Do miski dodaj starte jabłka, jajka oraz wystudzone daktyle wraz z płynem. Wymieszaj wszystko i stopniowo dodawaj mąkę, którą warto przesiać przez sitko, aby nie było grudek. Wsyp też łyżeczkę proszku do pieczenia. Opcjonalnie możesz dodać cynamon lub ekstrakt waniliowy. 

Gotową masę wlej do formy i piec ok. 50/60 minut (zależy od piekarnika) w temperaturze 180 stopni. W tym czasie przygotuj polewę: wrzuć wszystko oprócz wiórków do garnka i na niewielkim ogniu mieszaj masę do całkowitego rozpuszczenia się czekolady. 

Jak ciasto ostygnie, polej je polewą, posyp wiórkami kokosowymi. Odczekaj aż czekolada stwardnieje i...
smacznego! 

Dodatkowe informacje:
Daktyle możecie też zblendować z 200 ml wody. 
Ciasto będzie mokre w środku.
Jeśli lubicie słodsze wypieki, to dodajcie 180 g cukru, ale uwaga, bo suszone daktyle są bardzo słodkie.


poniedziałek, 11 lutego 2019

lutego 11, 2019

Jak wychować dziecko po bengalsku?


Nie wiem, czy też tak macie, ale czasami przypadkowo trafiam różne artykuły, wpisy blogowe, czy nawet vlogi, które starają się pokazać, jakie stereotypy rodzicielstwa są na świecie. Fajnie jest poczytać, jak wychowuje się dzieci w innych kulturach, sprawdzić, czy ktoś robi to lepiej niż my i dodatkowo dowiedzieć się nowych rzeczy. Poza tym, takie informacje są przydatne dla osób, które są w związkach mieszanych i planują mieć razem dzieci. Może się okazać, że jeden z rodziców widzi rodzicielstwo zupełnie inaczej niż druga połowa, co nie zawsze oznacza, że widzi je gorzej.
Czytałam i słyszałam o wychowaniu dzieci w wielu krajach, m.in. w Japonii, w Korei, w Szwecji, we Francji i w Chinach. Jednak nie zdarzyło mi się przeczytać o tym, jak to jest w Bangladeszu. I dzisiaj będzie właśnie o tym, jak wychować dziecko po bengalsku. 
Wszystkie te punkty tyczą się rodzin, w których dzieci na bycie dziećmi mogą sobie pozwolić.

Wyręczanie we wszystkim
Myślicie, że przesadzam pisząc we wszystkim? Uwierzcie, że chciałabym. Nie chodzi już nawet o karmienie dzieci, nawet nastolatków, ale też o sprzątanie po nich i podawanie wszystkiego pod nos. Dziecku chce się pić? Nie ma problemu, bo mama przyniesie. Przecież dwudziestolatek z pewnością nie poradzi sobie z nalaniem wody do kubka. No bo, jak to tak? Jeszcze się zmęczy!

Bezstresowe wychowanie
Będąc w Bangladeszu, kiedy zwracałam mojemu dziecku uwagę (szczególnie wtedy, kiedy przeciągał strunę), bardzo często słyszałam, żeby tego nie robić, bo skrzywię mu psychikę. Jeśli mnie bije, to powinnam mu pozwolić. Jest dzieckiem, ma prawo. Te emocje, zakazy i nakazy, to za dużo. Nie powinien odczuwać żadnych negatywnych emocji ze strony rodziców. Jednak wszystko zmienia się wtedy, kiedy dziecko jest już trochę starsze i można spokojnie mu oddać. Dialog nie jest potrzebny, kiedy ma się ręce. W Bangladeszu nie daje się klapsów. Dzieciom daje się z liścia.

Na rękach najlepiej
Nawet, jeśli wózki dziecięce byłyby łatwo dostępne w Bangladeszu, to infrastruktura miast i wsi oraz model bengalskiej rodziny nie nadaje się do ich używania. I muszę przyznać, że mi się to podoba. Sama nosiłam dziecko w chuście i uważam, że jest to wygodne. Szczególnie, jeśli chce się być mobilnym. Dlatego, jeśli nie wiecie, co kupić bliskiej, nowej, bengalskiej mamie, to jestem przekonana, że ucieszy się ona z chusty lub nosidła. Moje nosidło zrobiło furorę w rodzinie.

Płaska głowa
Wiele rodzin uważa, że płaska głowa jest ładna. Nie przekonają ich badania naukowe ani rozmowa z lekarzem, że taki kształt głowy może być niebezpieczny dla rozwoju mózgu. Często zobaczycie opatulone kocami i innymi tekstyliami dziecko, które leży w wymuszonej pozycji na plecach. I to tylko po to, żeby miało ładną głowę.

Czarna kropka i golenie niemowlaków na łyso
I te dwie rzeczy są nam, Polakom, bliższe bardziej niż Wam się wydaje. Co to ta kropka? To taka nasza czerwona wstążka. Czarna kropka, a raczej kropa, jest malowana na czole dziecka, aby odpędzała zły urok. Często też dzieciom maluje się kreski na brwiach. Z tym goleniem włosów, to już musicie wiedzieć, dlaczego i po co. Jeśli tego nie zrobicie, to to niewinne i bezbronne dziecko nie będzie mieć mocnych i grubych włosów. Wstydźcie się, jeśli myślicie inaczej.


Cukier i bajki
Przy bajkach lepiej zje, a z cukrem, to zje wszystko. Nie mam pojęcia, jak bardziej opisać to zjawisko, ale niestety problem z dziećmi, które oglądają nieodpowiednie dla ich wieku bajki, jest duży. Tak samo, jak nie istnieje coś takiego, jak ograniczanie cukru. Cukier, to pożywienie, a czarne zęby, to przypadek.

Wymuszony pion
Dobra, to też się często dzieje w Polsce i wiem, że nie robią tego, żeby skrzywdzić dzieci. Wy też to wiecie. Niestety, bardzo często wymuszają pionizację dzieci lub sadzają dziecko, które nie siada samodzielnie. Poduszki pomagają i przecież nie płacze, do tego babcia dziadka też tak robiła i jakoś kilkadziesiąt milionów ludzi żyje.

Gruby, to przyszły wysoki; mleko i jajka
W Bangladeszu dzieci się tuczy. Na wsi tego tak bardzo nie widać, ale w mieście jest wiele otyłych dzieciaków. Wśród wielu rodziców panuje przekonanie, że jeśli dziecko będzie jeść dużo, to będzie w przyszłości wysokie. Nie chce jeść? Daj bajkę, nakarm aż pęknie i czekaj na efekty. I w tym przypadku często dochodziło do nieporozumień między mną, a mężem i jego rodziną. Nawet edukacja w tym przeświadczeniu nie pomaga.
Tak samo dzieci spożywają duże ilości nabiału oraz jaj. Uważa się, że powinny dziennie jeść przynajmniej jedno jajko, aby mózg pracował lepiej.

Wspólne spanie
Wspólne spanie z dzieckiem, nawet kilkuletnim, wymuszone jest brakiem miejsca oraz jest wygodne dla matek karmiących piersią. Dzieci zazwyczaj opuszczają łóżko rodziców wraz z pojawieniem się nowego rodzeństwa lub gdy są na tyle duże, żeby spać w osobnym pokoju. I tutaj nawet zdania lekarzy są podzielone, więc sami musicie ocenić, czy jest to dobre.

Brak smoczków
Większość rodzin, a szczególnie te, które nie dostają takich rzeczy w paczkach z prezentami z Europy, nawet nie wie, co to jest smoczek. Stres z odzwyczajaniem automatycznie ich omija, a dzieci sobie świetnie radzą bez tego wynalazku.

Olejowanie wszystkiego
Po każdym prysznicu ciało i włosy dzieci są olejowane najczęściej olejem kokosowym. Bogatsze rodziny nie pogardzą też pachnącymi balsamami i wazeliną. Odrobina oleju kokosowego do kąpieli świetnie sprawdza się też w Berlinie.

NHN
Naturalna Higiena Niemowląt jest czymś zupełnie normalnym i naturalnym w Bangladeszu. Chwała im za to! Wyobrażacie sobie, żeby oprócz tych śmieci, które już tam są, walały się jeszcze pieluchy dla dzieci? Sposób ten się sprawdza, bo matki są przy dzieciach praktycznie cały czas, do tego dobrych pieluch w Bangladeszu nie ma. Najczęściej kupicie pieluchy sprowadzane z Turcji, które kosztują dużo, ale ich jakość jest straszna. Szczerze zazdroszczę Banglijkom cierpliwości i możliwości korzystania z tej metody. Nie tylko oszczędność pieniędzy w tym przypadku jest spora, ale NHN ma też wiele korzyści zdrowotnych. Możecie o nich przeczytać tutaj.

Edukacja, edukacja i jeszcze raz edukacja
W Bangladeszu edukacja na poważnie (wyścig szczurów) zaczyna się zdecydowanie za szybko. Już od samego początku (od ok. 6 r.ż.) dzieci są pod presją, aby zdać każdy egzamin, jak najlepiej. Muszą poradzić sobie nie tylko z dużą konkurencją, ale też z ograniczoną ilością miejsc w szkołach. Większość z nich ma dodatkowe korepetycje po kilka godzin w tygodniu, a przed egzaminami nie wychodzi praktycznie z domu. Do tego poziom edukacji w tym kraju jest baaaardzo zróżnicowany i wielu przypadkach jest ściśle powiązany z religią. Bez skończonych studiów nie osiągniesz zbyt wiele i dzieci wiedzą to jeszcze przed pójściem do szkoły.

Wszystko, co przeczytaliście, jest nie tylko wynikiem moich obserwacji, ale też wielu osób, które z kulturą bengalską obcują na co dzień. Mam też nadzieję, że zdajecie sobie sprawę, że nie wszyscy są takimi rodzicami i tak, jak nie każda Polka jest Matką Polką, tak nie każde banglijskie dziecko wychowywane jest po bengalsku.
Jestem ciekawa, czy coś Was zaskoczyło, a może sami macie jakieś ciekawostki na temat wychowywania dzieci w innych krajach. Piszcie śmiało w komentarzach.

Życzę Wam miłego dnia :) 

Cześć

authorMam na imię Klaudia i od kilku lat mieszkam w Berlinie. Lubię pisać o mojej poplątanej codzienności i równie poplątanej rodzinie.
Więcej →



Popularne posty