czwartek, 14 lutego 2019

lutego 14, 2019

Ciasto daktylowe z jabłkami.


Dobra, przyznaje się. Od powrotu z Azji coś mi odbiło. Regularnie sprzątam, gotuję i piekę. Jest połowa lutego, a ja już pobiłam zeszłoroczną ilość wypieków. Ogólnie rzecz biorąc, jest dobrze. Tylko muszę uważać, żeby mąż się nie przyzwyczaił.
Wracając do tego powrotu z Bangladeszu. Wraz z tysiącem przypraw i kilogramem papryczek chilli, dostałam 4 kilogramy daktyli. I powiedzcie mi, co z nimi miałam zrobić? W koktajlach się już przejadły, solo też już nie ma szału. Postanowiłam, że znajdę przepis na jakieś fajne ciasto z nimi. Trochę to trwało nim znalazłam takie, które miałoby ręce i nogi. Na szczęście się udało. Po małych modyfikacjach i kilku próbach, stworzyłam moją wersję tego nieba w gębie i właśnie nią podzielę się dzisiaj z Wami.

Składniki:

  • 200 g daktyli bez pestek
  • 250 ml wody
  • 125 g miękkiego masła
  • 1 łyżeczka sody
  • 2 średnie, starte na małych oczkach, jabłka lub 3 małe
  • 2 jajka
  • 200 g mąki pszennej 
  • 1 łyżeczka proszku do pieczenia
  • 150 g cukru 
Polewa:
  • 100 g gorzkiej czekolady
  • 50 g masła i 50 ml mleka lub 100 ml śmietany kremówki
  • odrobina wiórków kokosowych 
Formę do pieczenia, moja ma średnicę 27 cm, natłuść lub wyłóż papierem do pieczenia.

Posiekane daktyle zagotuj w 250 ml wody. W trakcie gotowania ostrożnie dodaj sodę. Gotuj je przez minutę, cały czas energicznie mieszając. Odstaw garnek w chłodne miejsce, aby daktyle mogły ostygnąć.

W misce utrzyj masło i cukier na jednolitą masę. Do miski dodaj starte jabłka, jajka oraz wystudzone daktyle wraz z płynem. Wymieszaj wszystko i stopniowo dodawaj mąkę, którą warto przesiać przez sitko, aby nie było grudek. Wsyp też łyżeczkę proszku do pieczenia. Opcjonalnie możesz dodać cynamon lub ekstrakt waniliowy. 

Gotową masę wlej do formy i piec ok. 35/40 minut (zależy od piekarnika) w temperaturze 180 stopni. W tym czasie przygotuj polewę: wrzuć wszystko oprócz wiórków do garnka i na niewielkim ogniu mieszaj masę do całkowitego rozpuszczenia się czekolady. 

Po ok. 40 minutach polej ciasto polewą, posyp wiórkami kokosowymi i piecz je jeszcze przez 20-30 minut w temperaturze 160 stopni.

Po tym czasie wyjmij ciasto z piekarnika, poczekaj aż ostygnie i... smacznego! 

Dodatkowe informacje:
Daktyle możecie też zblendować z 200 ml wody. 
Ciasto będzie mokre w środku.
Jeśli lubicie słodsze wypieki, to dodajcie 180 g cukru, ale uwaga, bo suszone daktyle są bardzo słodkie.


poniedziałek, 11 lutego 2019

lutego 11, 2019

Jak wychować dziecko po bengalsku?


Nie wiem, czy też tak macie, ale czasami przypadkowo trafiam różne artykuły, wpisy blogowe, czy nawet vlogi, które starają się pokazać, jakie stereotypy rodzicielstwa są na świecie. Fajnie jest poczytać, jak wychowuje się dzieci w innych kulturach, sprawdzić, czy ktoś robi to lepiej niż my i dodatkowo dowiedzieć się nowych rzeczy. Poza tym, takie informacje są przydatne dla osób, które są w związkach mieszanych i planują mieć razem dzieci. Może się okazać, że jeden z rodziców widzi rodzicielstwo zupełnie inaczej niż druga połowa, co nie zawsze oznacza, że widzi je gorzej.
Czytałam i słyszałam o wychowaniu dzieci w wielu krajach, m.in. w Japonii, w Korei, w Szwecji, we Francji i w Chinach. Jednak nie zdarzyło mi się przeczytać o tym, jak to jest w Bangladeszu. I dzisiaj będzie właśnie o tym, jak wychować dziecko po bengalsku. 
Wszystkie te punkty tyczą się rodzin, w których dzieci na bycie dziećmi mogą sobie pozwolić.

Wyręczanie we wszystkim
Myślicie, że przesadzam pisząc we wszystkim? Uwierzcie, że chciałabym. Nie chodzi już nawet o karmienie dzieci, nawet nastolatków, ale też o sprzątanie po nich i podawanie wszystkiego pod nos. Dziecku chce się pić? Nie ma problemu, bo mama przyniesie. Przecież dwudziestolatek z pewnością nie poradzi sobie z nalaniem wody do kubka. No bo, jak to tak? Jeszcze się zmęczy!

Bezstresowe wychowanie
Będąc w Bangladeszu, kiedy zwracałam mojemu dziecku uwagę (szczególnie wtedy, kiedy przeciągał strunę), bardzo często słyszałam, żeby tego nie robić, bo skrzywię mu psychikę. Jeśli mnie bije, to powinnam mu pozwolić. Jest dzieckiem, ma prawo. Te emocje, zakazy i nakazy, to za dużo. Nie powinien odczuwać żadnych negatywnych emocji ze strony rodziców. Jednak wszystko zmienia się wtedy, kiedy dziecko jest już trochę starsze i można spokojnie mu oddać. Dialog nie jest potrzebny, kiedy ma się ręce. W Bangladeszu nie daje się klapsów. Dzieciom daje się z liścia.

Na rękach najlepiej
Nawet, jeśli wózki dziecięce byłyby łatwo dostępne w Bangladeszu, to infrastruktura miast i wsi oraz model bengalskiej rodziny nie nadaje się do ich używania. I muszę przyznać, że mi się to podoba. Sama nosiłam dziecko w chuście i uważam, że jest to wygodne. Szczególnie, jeśli chce się być mobilnym. Dlatego, jeśli nie wiecie, co kupić bliskiej, nowej, bengalskiej mamie, to jestem przekonana, że ucieszy się ona z chusty lub nosidła. Moje nosidło zrobiło furorę w rodzinie.

Płaska głowa
Wiele rodzin uważa, że płaska głowa jest ładna. Nie przekonają ich badania naukowe ani rozmowa z lekarzem, że taki kształt głowy może być niebezpieczny dla rozwoju mózgu. Często zobaczycie opatulone kocami i innymi tekstyliami dziecko, które leży w wymuszonej pozycji na plecach. I to tylko po to, żeby miało ładną głowę.

Czarna kropka i golenie niemowlaków na łyso
I te dwie rzeczy są nam, Polakom, bliższe bardziej niż Wam się wydaje. Co to ta kropka? To taka nasza czerwona wstążka. Czarna kropka, a raczej kropa, jest malowana na czole dziecka, aby odpędzała zły urok. Często też dzieciom maluje się kreski na brwiach. Z tym goleniem włosów, to już musicie wiedzieć, dlaczego i po co. Jeśli tego nie zrobicie, to to niewinne i bezbronne dziecko nie będzie mieć mocnych i grubych włosów. Wstydźcie się, jeśli myślicie inaczej.


Cukier i bajki
Przy bajkach lepiej zje, a z cukrem, to zje wszystko. Nie mam pojęcia, jak bardziej opisać to zjawisko, ale niestety problem z dziećmi, które oglądają nieodpowiednie dla ich wieku bajki, jest duży. Tak samo, jak nie istnieje coś takiego, jak ograniczanie cukru. Cukier, to pożywienie, a czarne zęby, to przypadek.

Wymuszony pion
Dobra, to też się często dzieje w Polsce i wiem, że nie robią tego, żeby skrzywdzić dzieci. Wy też to wiecie. Niestety, bardzo często wymuszają pionizację dzieci lub sadzają dziecko, które nie siada samodzielnie. Poduszki pomagają i przecież nie płacze, do tego babcia dziadka też tak robiła i jakoś kilkadziesiąt milionów ludzi żyje.

Gruby, to przyszły wysoki; mleko i jajka
W Bangladeszu dzieci się tuczy. Na wsi tego tak bardzo nie widać, ale w mieście jest wiele otyłych dzieciaków. Wśród wielu rodziców panuje przekonanie, że jeśli dziecko będzie jeść dużo, to będzie w przyszłości wysokie. Nie chce jeść? Daj bajkę, nakarm aż pęknie i czekaj na efekty. I w tym przypadku często dochodziło do nieporozumień między mną, a mężem i jego rodziną. Nawet edukacja w tym przeświadczeniu nie pomaga.
Tak samo dzieci spożywają duże ilości nabiału oraz jaj. Uważa się, że powinny dziennie jeść przynajmniej jedno jajko, aby mózg pracował lepiej.

Wspólne spanie
Wspólne spanie z dzieckiem, nawet kilkuletnim, wymuszone jest brakiem miejsca oraz jest wygodne dla matek karmiących piersią. Dzieci zazwyczaj opuszczają łóżko rodziców wraz z pojawieniem się nowego rodzeństwa lub gdy są na tyle duże, żeby spać w osobnym pokoju. I tutaj nawet zdania lekarzy są podzielone, więc sami musicie ocenić, czy jest to dobre.

Brak smoczków
Większość rodzin, a szczególnie te, które nie dostają takich rzeczy w paczkach z prezentami z Europy, nawet nie wie, co to jest smoczek. Stres z odzwyczajaniem automatycznie ich omija, a dzieci sobie świetnie radzą bez tego wynalazku.

Olejowanie wszystkiego
Po każdym prysznicu ciało i włosy dzieci są olejowane najczęściej olejem kokosowym. Bogatsze rodziny nie pogardzą też pachnącymi balsamami i wazeliną. Odrobina oleju kokosowego do kąpieli świetnie sprawdza się też w Berlinie.

NHN
Naturalna Higiena Niemowląt jest czymś zupełnie normalnym i naturalnym w Bangladeszu. Chwała im za to! Wyobrażacie sobie, żeby oprócz tych śmieci, które już tam są, walały się jeszcze pieluchy dla dzieci? Sposób ten się sprawdza, bo matki są przy dzieciach praktycznie cały czas, do tego dobrych pieluch w Bangladeszu nie ma. Najczęściej kupicie pieluchy sprowadzane z Turcji, które kosztują dużo, ale ich jakość jest straszna. Szczerze zazdroszczę Banglijkom cierpliwości i możliwości korzystania z tej metody. Nie tylko oszczędność pieniędzy w tym przypadku jest spora, ale NHN ma też wiele korzyści zdrowotnych. Możecie o nich przeczytać tutaj.

Edukacja, edukacja i jeszcze raz edukacja
W Bangladeszu edukacja na poważnie (wyścig szczurów) zaczyna się zdecydowanie za szybko. Już od samego początku (od ok. 6 r.ż.) dzieci są pod presją, aby zdać każdy egzamin, jak najlepiej. Muszą poradzić sobie nie tylko z dużą konkurencją, ale też z ograniczoną ilością miejsc w szkołach. Większość z nich ma dodatkowe korepetycje po kilka godzin w tygodniu, a przed egzaminami nie wychodzi praktycznie z domu. Do tego poziom edukacji w tym kraju jest baaaardzo zróżnicowany i wielu przypadkach jest ściśle powiązany z religią. Bez skończonych studiów nie osiągniesz zbyt wiele i dzieci wiedzą to jeszcze przed pójściem do szkoły.

Wszystko, co przeczytaliście, jest nie tylko wynikiem moich obserwacji, ale też wielu osób, które z kulturą bengalską obcują na co dzień. Mam też nadzieję, że zdajecie sobie sprawę, że nie wszyscy są takimi rodzicami i tak, jak nie każda Polka jest Matką Polką, tak nie każde banglijskie dziecko wychowywane jest po bengalsku.
Jestem ciekawa, czy coś Was zaskoczyło, a może sami macie jakieś ciekawostki na temat wychowywania dzieci w innych krajach. Piszcie śmiało w komentarzach.

Życzę Wam miłego dnia :) 

czwartek, 31 stycznia 2019

stycznia 31, 2019

Dhal- złota zupa z soczewicy.


Zupa z soczewicy, to must have w bengalskiej kuchni. Nie tylko nadaje oryginalnego smaku potrawom, kiedy poleje się nią ryż, ale też przyjemnie rozgrzewa. Pomaga w walce z przeziębieniem i zwalcza uczucie głodu na długo. Do tego sama soczewica jest świetnym źródłem białka i kwasu foliowego. Do zup najlepiej używać żółtej i czerwonej wersji tej rośliny. Te dwie odmiany łatwo rozpadają się na pół i są najlepiej przyswajalne dla organizmu. 
Pamiętaj, że wersji tej potrawy jest tak dużo, że większość rodzin ma własny, tajny przepis. ;) Ja dzisiaj przedstawię moją wersję Dhal. Jeśli lubisz mniej lub bardziej ostre potrawy, zawsze możesz zrezygnować z papryczek lub dodać jeszcze kilka.
Zrobienie zupy trwa nie więcej niż 35 minut.

Składniki:
[ ] 150 gramów soczewicy czerwonej
[ ] Średnia cebula
[ ] Pomidor, najlepiej rzymski (ma więcej miąższu)
[ ] Natka pietruszki lub zamiennie kolendra
[ ] Dwie, zielone, papryczki chilli
[ ] Dwie, czerwone, suszone papryczki chilli
[ ] Dwa liście laurowe
[ ] Pasta z czosnku i imbiru lub zamiennie 3 ząbki czosnku i 3 cm imbiru
[ ] Łyżeczka ziaren kminu
[ ] 1/4 łyżeczki czarnuszki
[ ] 1/3 łyżeczki chilli w proszku
[ ] Do jednej lyzeczki kurkumy
[ ] Sól
[ ] Olej roślinny lub ghee

1. Umyj soczewicę co najmniej dwa razy. Umytą wrzuć do garnka i zalej 750 ml wody. Nie dodawaj soli. Gotuj przez ok. 20 minut, aż zobaczysz połamane ziarna. W trakcie gotowania zbieraj ewentualną pianę.
2. Gotową soczewicę zdejmij z palnika. Jak już trochę ostygnie, weź trzepaczkę i rozbijaj ziarna aż zobaczysz, że wszystkie są przepołowione.
3. Teraz czas na przyprawy. Posiekaj drobno cebulę i umyj chilli.
4. Na rozgrzaną patelnię wlej olej i podsmaż cebulę. Powinna być brązowa. Wrzuć ją do soczewicy, a garnek ponownie postaw na palniku, na średnim ogniu.
5. Na patelnię wrzuć liście laurowe, chilli, kmin, pastę oraz czarnuszkę. Podsmażaj, cały czas mieszając, do momentu aż usłyszysz trzeszczenie przypraw.
6. Gotowe przyprawy dorzuć do garnka.
7. Dodaj chilli w proszku, kurkumę i sól. Sól wedle uznania. Jeśli zupa nie ma intensywnego, żółtego, koloru, dodaj jeszcze trochę kurkumy.
8. Pomidor pokrojony w kostkę dorzuć do zupy. Jak trochę zmiękną, dodaj posiekaną pietruszkę. Gotuj jeszcze przez 3-4 minuty.

Gotową zupę można doprawić mlekiem kokosowym lub inną śmietanką. Możesz dodać też soku z limonki, wtedy jej smak będzie łagodniejsz i odświeżający.
Dhal nadaje się nie tylko, jako dodatek do ryżu, ale też jako danie główne podawane wraz z chlebem arabskim (pitą).

Smacznego!

czwartek, 24 stycznia 2019

stycznia 24, 2019

Mój drugi raz.

Te bambusy trafią prawdopodobnie na budowę.
Już drugi tydzień jestem w Berlinie. Powrót z urlopu, szczególnie tego udanego, bywa ciężki. W Bangladeszu byłam przez miesiąc i dowiedziałam się tym razem o wiele więcej rzeczy, o wiele więcej widziałam i rozumiałam. Ten wpis może pocieszy te osoby, których pierwszy raz w nowym kraju nie był zbyt... udany, a przed nimi ponowna podróż. U mnie właśnie tak było. Pierwsza podróż do kraju męża to był jakiś niewypał. Nie dość, że mogłam zapomnieć o wychodzeniu z domu samej, to jeszcze niewiele rozumiałam z tego, co mówili do mnie ludzie. Wbrew wszechobecnemu przekonaniu, nie wszyscy w Bangladeszu mówią po angielsku, a z pewnością nie starsze osoby, do których zaliczają się moi teściowie. Do tego doszedł szok kulturowy. Wyobraź sobie, że nie umiesz pływać, a musisz przepłynąć jezioro. Czytasz o pływaniu, znasz wszystkie techniki i myślisz, że jakoś to będzie, a już przy pierwszym zetknięciu z wodą zaczyna się panika. U mnie tak było. Wysiadłam z lotniska zmęczona, po 24 godzinach w podróży, bez snu i wsiadłam do auta, które powinno mieć zakaz poruszania się nawet po parkingu. Pierwszą myślą było Gdzie ja zabrałam moje dziecko?Do tego rodzina mojego męża mieszka razem pokoleniowo w JEDNYM mieszkaniu, więc o prywatności można zapomnieć. O tym też będzie post. Nie obyło się też bez nieporozumień z członkami rodziny i kłótni z mężem. Wracając do Berlina nawet nie płakałam, czekałam tylko aż znajdę się w moim mieszkaniu. Obiecałam też sobie, że nigdy tam nie wrócę. 
To są typowe, bengalskie noże. W domach mają wersję mini. Sprzedawca kroi rybę.

Widać, jak bardzo słowna jestem, skoro po prawie trzech latach ponownie jechałam rikszą i piłam moją ulubioną kawę w Apon Cafe. Polecieliśmy na ślub szwagra. Tym razem mój język bengalski był na takim poziomie, że bez problemu mogłam prostymi zdaniami z kimś porozmawiać, zrozumieć wiele słów i po wyborach (przed nimi i w trakcie jest niebezpiecznie w kraju, chociaż te wybory zaliczają się do najspokojniejszych od kilkudziesięciu lat) mogłam wychodzić sama. Odwiedziliśmy wieś, jeździłam z rodziną do kawiarni, gotowałam z teściową, poznałam świetnych ludzi, a dziecko widywałam z rana i wieczorami. Raj! Młody cały czas się bawił, bo w trakcie pierwszego pobytu nie chciał do nikogo iść. Teraz znalazł przyjaciół, z którymi mógł swobodnie rozmawiać i miał też dziadków, którzy spełniali każdą jego zachciankę. Orzeszki po godzinie 23? Nie ma problemu, dziadek pójdzie znaleźć, bo bazar o tej godzinie jeszcze tętni życiem. Tam też jest mój dom, ulubione mango i woda ze świeżych kokosów. Tam nie ma obowiązków i rzeczywistości, w której trzeba opłacić czynsz. Odpoczęłam, co oznacza, że urlop był udany. Zdaję sobie sprawę, że to tylko i aż dzięki temu, że znałam język na tyle, aby nawiązać więź z bliskimi mojego męża i być tam wolną w granicach rozsądku. Poza tym, tym razem nie starałam się pokazać, jak bardzo ich kultura różni się od mojej, nie zwracałam już uwagi na niektóre zachowania, bo przecież za chwilę wracamy. Po kilku dniach odpuściłam. Zrozumiałam, że nie należy się zastanawiać, dlaczego kilka rzeczy jest, jaka jest, bo nie ma sensu się denerwować, a nawet starałam się postawić na ich miejscu. Wsiadałam do samolotu płacząc. Powoli przyzwyczajam się do nowego rytmu dnia i tęsknię. Nie ważne, w którym moim miejscu na świecie będę, zawsze za którymś z domów będę tęsknić.
Na mojej facebookowej stronie znajdziecie relację z tego pobytu i nowe ciekawostki na temat tego kraju. Możecie też się spodziewać wielu nowych postów, o Berlinie też będzie. ;) 


Nasz bengalski dom na wsi.


środa, 5 grudnia 2018

grudnia 05, 2018

Bangla 05, Nazwy członków rodziny


Wszystko, co będzie przedstawione w języku bengalskim będzie pisane alfabetem rzymskim, a w nawiasie będzie napisana w uproszczony sposób wymowa. Niestety, przez problemy techniczne nie jest możliwe nagranie wymowy. Pismo bengalskie zromanizowane może nieznacznie różnić się od tego, co sami znacie. Banglijczycy często piszą skrótowo lub raz piszą v zamiast b i na odwrót. Jeśli nie ma zapisu fonetycznego danego słowa lub zdania, to oznacza to, iż czyta się je tak samo, jak pisze.

Wylot do Bangladeszu jest dosłownie za kilka dni i cały wolny czas poświęcam na spotkania z przyjaciółmi i przygotowania. Posty rzeczywiście będą się teraz pojawiać dość nieregularnie, ale seria ta będzie kontynuowana, tak samo, jak pojawi się relacja z pobytu w kraju męża. Jedziemy nie tylko na zwykłe spotkanie z rodziną, ale też na ślub mojego szwagra. Będzie się działo. W związku z tym w bengalskich rozmowach pojawia się dużo nazw członków rodziny. Bardzo dużo. W Polsce większość ich odpowiedników od kilkuset lat nie funkcjonuje. Za chwilę sami zobaczycie, że jest tego dość sporo. Zaczynajmy!

Nazwy członków rodziny, szczególnie tych, których może być więcej (np. kuzyni i bracia) rozróżnia się dodając do nazw przymiotniki, na przykład: duży (boro), średni (meso), mały (choto). Oczywiście ma to związek z kolejnością pojawienia się danej osoby na świecie. Do tego zdarza się, że każdy z rodzeństwa inaczej nazywa rodziców. Tak samo występują różnice w nazwach w zależności od religii, którą wyznaje dana rodzina. Na dole podaję sprawdzone nazewnictwo w rodzinie, która wyznaje islam. Szczerze pisząc, to nawet dla mojego męża niektóre przykłady sprawiały trudność i musiał się chwilę zastanowić, czy rzeczywiście mami, to mami, a nie kahala. Jakoś przebrnęliśmy. Prawda jest taka, że nikt Was bić nie będzie, jak się pomylicie lub na wszystkich wujków będziecie mówić mama. Znajomość tych nazw ułatwia tylko rozmowę z Banglijczykami, bo przynajmniej wiadomo o kogo chodzi, szczególnie, że nie zawsze używane są imiona.
Powodzenia!


poribar
rodzina
attio/attyo (aTijo)
krewny
shamporko (szomporko)
relacja


Bliska rodzina


baba/abbu
tata
ma/ammu
mama
shtri (stri)
żona
shami (szami)
mąż
shishu (sziszu)
dziecko
meye (me)
córka
chele (ciele)
syn
dada/boro vai (boro baj)
starszy brat
chhot vai (czioto baj)
młodszy brat
didi
starsza siostra
chhot bon (czioto bon)
młodsza siostra


Rodzina ze strony matki


dadamoshay (dadamoszaj)
dziadek
didima
babcia
dula vai
wujek, mąż siostry matki
mama
wujek, brat matki
mashi (maszi)/ khala
ciocia, siotra matki
mami
ciocia, żona brata matki


Rodzina ze strony ojca


dada
dziadek
dadi/dadu
babcia
kaka
wujek, młodszy brat ojca
kaki
ciocia, żona młodszego brata
jeṭha (dżieta)/boro kaka
wujek, starszy brat ojca
puppa
wujek, mąż siostry ojca
puppi
ciocia, siostra ojca


Rodzina ze strony brata


boudi/vabi
bratowa, żona starszego brata
bouma/vabi
bratowa, żona młodszego brata
vai-po (bajpo)
bratanek
vai-jhi (bajdżi)/ vatijhi (batidżi)
bratanica


Rodzina ze strony siostry


dadababu
szwagier, mąż starszej siostry
bonai
szwagier, mąż młodszej siostry
bhagne
siostrzeniec
bhagni
siostrzenica


Rodzina ze strony męża


shoshur (szoszur)
teść
shashuri (szaszuri)
teściowa
debor
młodszy szwagier
bhashur (baszur)
starszy szwagier
nonod (nonod)
szwagierka
ja (dżal)
żona młodszego brata męża
Rodzina ze strony żony


shshur
teść
shashuṛi
teściowa
shala (szala)
szwagier
shali (szali)
szwagierka


Rodzina ze strony syna


bouma
synowa
nati
wnuk
natni
wnuczka


Rodzina ze strony córki

jamai (dżamaj)
zięć
nati
wnuk
natni
wnuczka


Wersja PDF lekcji będzie do pobrania 06.12.2018

czwartek, 22 listopada 2018

listopada 22, 2018

Jak znaleźć pracę w Berlinie?



Dzisiejszy post będzie wyjątkowo długi, ale za to przydatny dla szukających pracy w stolicy. Sama, po pół roku bezstresowego szukania pracy i 3 miesiącach intensywnego wysyłania podań, znalazłam pracę. W tym czasie odbyłam kilkanaście rozmów kwalifikacyjnych, kilka testów online oraz kilkanaście telefonów. Na początku w ogóle nie przeszkadzały mi odmowy z firm oraz moje, bo bywało też tak, że niestety, ale na umowie były inne informacje niż na rozmowie. Jednak pierwszy moment chęci rezygnacji przyszedł, kiedy odmówili mi w ... MAKU! Nie odpowiadała im moja dyspozycyjność. Znowu w Amazonie wszystkie etaty dla rodziców były zajęte. Część z tych rozmów kosztowała mnie sporo stresu, część z nich z chęcią przeszłabym jeszcze raz, ale żeby w ogóle się na nie dostać musiałam wysłać moje CV i czekać na odpowiedź. Wiecie gdzie szukałam? Wszędzie. ;)
Nie będę ściemniać, że gdybym chciała, to pracę znalazłabym szybciej. Da się. Pracę w Berlinie można znaleźć dosłownie w kilka dni, a przy odrobinie szczęścia nawet w kilka godzin. Wszystko zależy od tego, czego się szuka, jakie godziny pracy są w danej firmie i jeszcze wielu, innych, czynników. Ja miałam pewne kryteria, które z czasem zaczęły się zmniejszać. Jakby nie było, szukać trzeba.

Gdzie szukać?

Jedną z najpopularniejszych metod jest szukanie pracy przez znajomych. Nigdy nie wiecie, co może się trafić. A nóż, to będzie właśnie TA praca? 
Kolejnym, popularnym sposobem jest wystawienie ogłoszenia na różnych portalach internetowych, o tym, że poszukujecie pracy wraz z wypisanymi kwalifikacjami lub załóżcie profil na linkedin lub XING
Bardzo dobrym pomysłem jest spacer po mieście wraz z kilkunastoma kopiami podania o pracę. Dzięki temu możecie trafić na pracę w gastronomii lub w mniejszych sklepach. Wchodzicie do lokalu, prosicie o rozmowę z kierownikiem, któremu możecie zostawić papiery. Jeśli go nie ma, to poproście pracownika o ich przekazanie.
Ciekawe oferty można znaleźć na grupach na Facebooku. I to nie tylko na grupach, które w nazwie mają słowo Arbeit/Praca, ale też na stronach, gdzie gromadzą się Polacy.
Chyba wszyscy wiedzą, że prawdziwe kopalnie z ofertami pracy, to portale internetowe. Poniżej podam Wam te sprawdzone i najpopularniejsze:
JOBBÖRSE- indeedlinkedin- kimeta- jobs- meinestadt- ebay-kleinanzeigen- jobs in Berlin- stepstone- XING
- glassdoor (znajdziecie tam nie tylko opinie o firmie, ale też informacje o statystycznych zarobkach na danym stanowisku).

Oczywiście jest jeszcze wiele innych portali. Sami podejmiecie decyzję, z których skorzystacie. 

Bardzo często duże firmy mają własną stronę internetową służącą do rekrutacji. I bardzo często właśnie te firmy przed podjęciem decyzji o zaproszeniu Was na rozmowę kwalifikacyjną przeprowadzają test osobowości online. Wystarczy, że wejdziesz na stronę firmy, klikniesz w odpowiednie okienko i... do dzieła! Plus jest taki, że prawie zawsze dostaniecie odpowiedź, nawet odmowną.  Listę większości firm zatrudniających w Berlinie znajdziecie tutaj KLIK. Na stronie nie ma np. IKEA, dlatego mimo wszystko sprawdźcie sami na stronie miejsca, w którym chcielibyście pracować.
Dobrą opcją, lecz nie idealną ze względu na warunki umów, jest współpraca z agencjami pracy. Ich ogłoszenia znajdziecie również na wyżej wymienionych stronach, dlatego uważajcie, jeśli widzicie stawkę 13 Euro za godzinę w takiej agencji. Prawdopodobnie albo tej pracy już nie ma, albo z tego wszystkiego dostaniecie 8 Euro. 
Wiele osób decyduje się też na założenie własnej działalności gospodarczej i dzięki temu mogą legalnie zatrudniać się, jako pomoc domowa lub po prostu pracować, jako freelancerzy. Założenie Gewerby nie jest skomplikowane i nie wymaga od Was znajomości języka niemieckiego na poziomie C1. 
Jeśli macie możliwość zapisania się do urzędu pracy Bundesagentur für Arbeit, to to zróbcie. Będą Was wręcz zamęczać propozycjami pracy i odpowiednio zmotywują do poszukiwań. ;) Rozglądajcie się będąc poza domem. Do dzisiaj drobne ogłoszenia o pracę znajdują się na witrynach budynków, słupach oraz na pojazdach i w pociągach. 

   
Potrzebne dokumenty do podpisania umowy

Potrzebujecie dokument tożsamości oraz znajomość Waszej klasy podatkowej. Jeśli nie jesteście pewni, jaka klasa jest dla Was najlepsza lub z góry jesteście do jednej przypisani, to polecam poradzić się dobrego księgowego. Pracodawcy chcą najczęściej kopii dokumentów, ale jeśli nie są one wymagane, to musicie przynajmniej podać Wasze numery ubezpieczeń itp. Tymi dokumentami są: 
- numer identyfikacji podatkowej Steueridentifikationsnummer
- numer konta bankowego (IBAN, BiC, dane właściciela konta i nazwa banku)
- numer ubezpieczenia społecznego Sozialversicherungsnummer
- karta ubezpieczenia zdrowotnego Krankenkassekarte
- czasami meldunek
Musicie wiedzieć, czy płacicie podatek kościelny. Jeśli pracodawca pracodawca będzie wymagać więcej dokumentów, to z pewnością Was o tym poinformuje.


Dodatkowe informacje 

Wiem, że wiele osób ma obawy przed rozpoczęciem poszukiwań. Nie czują się pewni swoich umiejętności językowych. Wiadomo, w większości przypadków język niemiecki musi być na co najmniej komunikatywnym poziomie, ale nie oznacza to, że pracy tylko z językiem polskim lub innym językiem obcym nie znajdziecie. Takie oferty są, tylko trzeba szukać. Mało tego, nie wszystkie rozmowy kwalifikacyjne są w języku niemieckim, nawet jeśli pracodawca jest Niemcem. Strach ma wielkie oczy. ;)
Standardem są dni próbne, które są bezpłatne. Jeśli potencjalny pracodawca takiej możliwości Wam nie zaproponuje, a Wy nie jesteście pewni, czy chcecie podpisać umowę, to zapytajcie się, czy byłaby taka możliwość.
Podstawą jest nie tylko osobowość, ale też świetnie przygotowane podanie o pracę (CV oraz list motywacyjny i ewentualnie kopie potrzebnych dyplomów). Wysyłajcie je w formie PDF lub jako stronę internetową. Styl CV jest dowolny, jednak dobrze widziane jest posiadać profesjonalne zdjęcie, które możecie zamieścić w podaniu. I nie wysyłajcie pustej wiadomości z załącznikami. Napiszcie przynajmniej dwa zdania, dlaczego piszecie i co jest w załącznikach. Myślę, że powstanie o tym osobny post.
Nigdy nie zgadzajcie się na podpisanie umowy później (po miesiącu pracy lub nawet po pół roku) ani na pracę na czarno. Nie chodzi tutaj tylko o Waszą rentę, ale też o ubezpieczenie zdrowotne oraz o możliwość ewentualnego wsparcia finansowego przez państwo. Pamiętajcie, że macie prawo wziąć egzemplarz umowy do domu przed podpisaniem. Jeśli nie znacie języka, to poproście kogoś o sprawdzenie wszystkiego i by Wam wytłumaczył najważniejsze kwestie dotyczące wypowiedzenia, urlopu, zakresu obowiązków oraz wypłaty.
Strój na rozmowę kwalifikacyjną nie zawsze musi być formalny. Wszystko zależy od firmy oraz stanowiska, o które się staramy. 

Uf, dobrnęliście do końca. Mam nadzieję, że ten post będzie przydatny dla wielu z Was i spotka się on z pozytywnym odbiorem. Chciałabym, aby powstał również wpis związany z samym podaniem o pracę. Dajcie znać, co myślicie o tym pomyśle. I dla tych, którzy nadal szukają pracy, życzę powodzenia i cierpliwości

Klaudia

Cześć

authorMam na imię Klaudia i od kilku lat mieszkam w Berlinie. Lubię pisać o mojej poplątanej codzienności i równie poplątanej rodzinie.
Więcej →



Popularne posty