poniedziałek, 11 marca 2019

marca 11, 2019

,,Bez resztek" - Jagna Niedzielska.


W styczniu swoją premierę miała pierwsza książka Jagny Niedzielskiej Bez resztek. Kuchnia zero waste, czyli nie wyrzucaj pieniędzy i jedzenia. Wyświetlała mi się często w Polecanych na stronach różnych księgarni, więc postanowiłam zaryzykować i ją kupić. Jeśli nie wiecie, to ja lubię zbierać książki kucharskie i poradniki. Lubię mieć je na półce i nawet, jeśli okazuje się, że to nie jest ,,moja" kuchnia, to nie mam serca, aby taką książkę sprzedać. Bez resztek trafiło do mnie w zeszłym tygodniu i bardzo się z tego cieszę. Książka jest przepięknie wydana. I do tego ten papier...

AUTORKA
Jagna Niedzielska jest szefową kuchni, współwłaścicielką kantyny Tygiel oraz jedną z prowadzących na kanale Kuchnia+. Szacunek do natury wyniosła już z domu. Odbywała staż w kilku restauracjach zero waste na świecie. Do tego prowadzi liczne warsztaty kulinarne, na których stara się udowodnić, że w kuchni zero waste nie gotuje się z resztek tylko gotuje się pysznie.

KSIĄŻKA
Jest to nie tylko kolejna książka z przepisami zero waste, ale też mini poradnik, na temat tego, jak ograniczyć produkcję śmieci, szczególnie tych organicznych. Kilka pierwszych rozdziałów jest o kompostowaniu, o tym, jak planować i robić zakupy oraz jak przechowywać i przetwarzać żywność. Ta część książki zostanie szczególnie doceniona przez osoby, które są na początku ekologicznej drogi i nie do końca wiedzą, jak się za to wszystko zabrać. Osoby wprawione w boju raczej nic nowego nie odkryją, ale mimo wszystko warto przeczytać każdy rozdział, żeby zrozumieć, dlaczego autorka postanowiła stworzyć taką książkę i dlaczego podąża drogą zero waste. Wplecione przemyślenia i osobiste historie Jagny, dodają tylko autentyczności jej poradom i sprawiają, że te kilkadziesiąt stron czyta się w ekspresowym tempie.

A co z przepisami? Jak na szefową kuchni przystało, są odważne i jest ich sporo, bo aż 93. Nie oznacza to jednak, że są skomplikowane lub wymagają dziwnych składników. Jagna zapewnia, że przeszły one ostrą selekcję i zostały tylko te, które sprawdzą się w większości sytuacji i ja jej wierzę. Zrobiłam już 4 potrawy z tej książki. Było pysznie! Ogromnym plusem jest to, że wiele z nich zawiera podobne składniki. Przepisy są pogrupowane tematycznie i każdy z nich zaczyna się od krótkiego wstępu. Pod większością są wskazówki, które nie tylko wyjaśniają, jak przechowywać żywność, ale też podpowiadają, co zrobić z ewentualnymi odpadkami i nie chodzi tutaj o wyrzucenie ich na kompost.

W książce znajduje się wiele pięknych, klimatycznych fotografii autorstwa Budzik Studio. Jedynym jej minusem jest to, że nie do każdego przepisu jest fotografia. ;)
Należy też zaznaczyć, że kupując tę książkę wspierasz Banki Żywności.

INFORMACJE
Cena: 49,90 zł
Wydawnictwo: Pascal
Dla: dla każdego, kto lubi gotować, nie tylko w duchu zero waste
Ciężko zrobić ostre zdjęcie ze względu na specyficzny papier.

czwartek, 7 marca 2019

marca 07, 2019

Proste kroki do życia w duchu Zero Waste.


Wiele osób słysząc o idei Zero Waste wyobraża sobie życie pełne wyrzeczeń, które wymaga kupna wielu gadżetów, miesięcznego planowania zakupów i chodzeniu wszędzie pieszo, najlepiej na boso. A tutaj nie chodzi ani o gadżety, ani o chodzenie bez butów, tylko o stosowanie zasady 5R:
Refuse (odmawiaj), Reuse (używaj ponownie), Reduce (ograniczaj), Rot (kompostuj) i Recycle (segreguj, przetwarzaj). Pewnie część z Was pomyśli, że tego jest za dużo, że po co takie zamieszanie i w sumie, to nie macie możliwości, aby cokolwiek zmienić. Buuuu! Błąd. Możliwość jest zawsze i możecie zacząć od niewielkich zmian.

 POZA DOMEM 
  • Noście własne butelki z wodą. Na rynku znajduje się wiele butelek wielorazowych z różnych tworzyw. Z pewnością każdy znajdzie coś dla siebie. 
  • Własne pojemniki na wynos. Brzmi, jak gruba przesada? Nie do końca. Wiedząc, że idziesz do restauracji po jedzenie na wynos, możesz wziąć swój pojemnik. Kelner na początku może się zdziwić, ale po którymś razie przestanie. Wiem, że wiele ecofriendly restauracji wprowadza też biodegradowalne pojemniki. Warto się dowiedzieć, czy macie taką restaurację blisko.
  • Wybierajcie spacer lub komunikację miejską. Nawet rower lub inny środek transportu będzie świetnym rozwiązaniem. 
  • Nie drukujcie biletów. Wielu przewoźników ma możliwość zakupu biletu online lub poprzez aplikację, dzięki czemu nie musisz go drukować. Wystarczy, że będziesz mieć przy sobie telefon. 
  • Chodźcie do kawiarni z własnym kubkiem. Wiele miejsc wspiera takie działania i ma przygotowane specjalne rabaty dla osób, które biorą napój do własnego kubka. Dzięki temu Twój kubek nie będzie jednym z wielu miliardów wyrzuconych na śmieci. 
  • Noście własne, wielorazowe sztućce i słomki. Z tego podpunktu warto skorzystać, jeśli rzeczywiście często potrzebujesz tych rzeczy. Jeśli nie chcesz kupować wielorazówek, to albo noś własne sztućce lub kup takie, które są biodegradowalne.
  • Jedzenie na wyprawy przygotowujcie sami i przechowujcie je w wielorazowych pojemnikach lub zawijajcie w wielorazowe owijki.
 
NA ZAKUPACH
  • Planujcie zakupy. Róbcie listy, sprawdzajcie rzeczy, które macie w domu i planujcie posiłki. Zaoszczędzicie czas spędzony w sklepie, pieniądze, nerwy i jedzenie.
  • Myślcie przed zakupem rzeczy spoza listy. Wiadomo, każdy ma zachcianki i nie dajmy się zwariować, ale często jest tak, że wiele nietrafionych zakupów leży później w szafkach lub wala się po piwnicy. Nie chodzi o to, aby sobie wszystkiego odmawiać, ale żeby kupować mądrze.
  • Nie bierzcie toreb foliowych ani jednorazówek. Noście własne, materiałowe. Są lekkie, mogą być ładne i często wytrzymają większy ciężar niż te plastikowe. Na sypkie rzeczy możecie brać mniejsze woreczki, które często szyte są z cienkiej siatki lub ze starych firanek.
  • Kupujcie więcej rzeczy w szkle zamiast w plastiku. 
  • Starajcie się kupować rzeczy, które nie są pakowane w plastikowe worki.
  • Kupujcie rzeczy z drugiej ręki. Kiedyś było to symbolem obciachu, dzisiaj świadczy o zaradności i trosce o planetę. Do tego jest to modne! Czasami można znaleźć prawdziwe perełki i nie chodzi mi tutaj tylko o ubrania, ale też o meble, książki, a nawet biżuterię. 
W DOMU
  •  Nie wyrzucajcie dobrej żywności. Oddajcie ją do banku żywności ( jeśli macie taką możliwość), podzielcie się nią ze znajomymi, albo ugotujcie z tego coś pysznego. Nawet z resztek można stworzyć danie godne mistrza kuchni. Wystarczy odrobina wyobraźni. 
  • Przechowujcie jedzenie w odpowiedni sposób. Wyjmujcie warzywa z folii nim włożycie je do lodówki. Mroźcie i wekujcie, dzięki temu zimą możecie mieć pyszne dżemy i domowej roboty kiszone ogórki. Dlatego warto zbierać słoiki, w których możecie też nosić obiad do pracy lub dzielić się z przyjaciółmi obiadem.
  • Używajcie tego, co już macie. W Zero Waste nie chodzi o wyrzucenie wszystkiego, co nie jest przyjazne dla środowiska i zastąpienie tego ,,lepszymi" wersjami. Prosta zasada, która nic Was nie kosztuje.
  • Ścierki z mikrofibry świetnie zastąpią jednorazowe ściereczki do kurzu i spray'e.
  • Oszczędzajcie wodę i światło oraz nie przegrzewajcie domu.
  • Wybierajcie chemię przyjazną nie tylko dla skóry, ale też dla środowiska. 
  • Kompostujcie odpady organiczne. Wiem, że wielu z Was nie ma takiej możliwości, dlatego może macie jakiegoś ogrodnika wśród znajomych, który ucieszyłby się z takich resztek? Możliwe, że na podwórku macie specjalny kosz na odpady bio. Spróbujcie, a zobaczycie, jak mało odpadów mieszanych będziecie produkować.
  • Niepotrzebne rzeczy oddawajcie i sprzedawajcie, a resztę śmieci segregujcie w odpowiedni sposób.
  • Nie kupujcie wody w butelkach. Zamiast nosić te kilogramy wody ze sklepu do domu, możecie dowiedzieć się, czy woda w Waszym kranie jest zdatna do picia. Jeśli tak, to spróbujcie się przekonać do jej smaku. Jeśli nie jesteście przekonani, to spróbujcie albo założyć filtr w domu, albo kupicie dzbanek z filtrem. 
  • Sprawdźcie, jakie zasady segregacji ma Wasza gmina. Może się okazać, że nie musicie myć plastikowych opakowań, a do odpadów bio możecie wyrzucać ugotowane jedzenie.
I pamiętajcie, że nie musicie być idealni, ani nawet dawać z siebie 100% i zmieniać wszystko, bo czasami się zwyczajnie tak nie da i nie ma też sensu, aby robić cokolwiek na siłę. Wystarczy, że zmienicie cokolwiek, co zredukuje ilość wytwarzanych przez Was śmieci. Po prostu zacznijcie.

Wiem, że tych informacji jest dużo, ale przyznajcie sami, że część z nich jest tak banalna, że zacząć możecie od teraz. A może Wy macie jakieś własne patenty na ograniczenie odpadów? Podzielcie się nimi w komentarzach.


niedziela, 3 marca 2019

marca 03, 2019

Bengalski ślub, subiektywnie.


Bardzo długo zabierałam się za ten post, bo zastanawiałam się, czy pisać prawdę, czy może ubarwić to wszystko i napisać, że było idealnie. Planuję dwa wpisy na temat bengalskiego ślubu, jeden będzie czysto informacyjny i jeden lifestyle'owy. Ten wpis będzie szczery, nie spodoba się pewnie wielu ludziom i pragnę teraz na wstępie zaznaczyć, że są to moje obserwacje na temat tej ceremonii zaślubin. I chociaż moje zdanie na ten temat mam, jakie mam, to zdaję sobie sprawę, że najważniejsi w tym wszystkim byli nowożeńcy.

Jak wiecie, do Bangladeszu polecieliśmy głównie na ślub mojego szwagra. Ślub aranżowany. Panna młoda była już od małego zarezerwowana dla niego. Mój teść i ojciec dziewczyny są przyjaciółmi od prawie 30 lat. I chociaż szwagier był przez dłuższy czas w związku, to ostatecznie się on rozpadł, bo ta kobieta była za niska. Jaka jest prawda? Ciężko powiedzieć, ale myślę, że rodzina mojego męża od lat miała wyobrażenie na temat tego, kto i kiedy wejdzie do rodziny i niestety, ale to nie była ta ówczesna dziewczyna ich syna. Brzmi brutalnie, ale taka tam jest rzeczywistość i my możemy się tylko dziwić. I tak o to młodzi na około pół roku przed ślubem pierwszy raz spotkali się w domu przyszłej panny młodej, aby podjąć decyzję, czy będzie ślub. Wiecie, jak to wygląda? Ewentualna wybranka siedzi przed obcymi ludźmi, odpowiada na pytania, często też jest proszona, aby pokazać ręce i stopy, sprawdza się też jej wzrost i kolor skóry. Jeśli rodzina przyszłego pana młodego jest usatysfakcjonowana, to prawdopodobieństwo, że mariaż się odbędzie, jest wysokie.
Sala, w której odbywały się ostatnie dwa dni zaślubin.
Ślub muzułmański w Bangladeszu zawiera wiele obrzędów, które pochodzą jeszcze z czasów sprzed islamu na tych ziemiach. Dlatego można spotkać wiele podobieństw do ceremonii zaślubin w Indiach. Przygotowania zaczynają się różnie. Można zacząć kilka miesięcy przed wyznaczoną datą, ale też w tydzień można wszystko ogarnąć. Tak samo, to z jakim rozmachem będzie się to odbywać, zależy od budżetu rodzin. Ślub szwagra kosztował 31 tysięcy euro (14 tysięcy przyjęcia pana młodego, 17 tysięcy przyjęcia panny młodej) i należy podkreślić, że szaleństw nie było. Oczywiście w slumsach ludzie dają radę bez tych kwot, ale te 31 tysięcy, to i tak raczej niski koszt wesela. W tę kwotę wpisane jest wszystko, od strojów przed kwiaty aż do wynajęcia sali. Ludzie biorą pożyczki lub sprzedają ziemię, bo ślub ma się raz w życiu. W tym kraju ceremonia trwa 4 dni, ale przed nią są  są różne obrzędy, które też kosztują. Na szczęście goście byli hojni i pieniądze zwróciły się z nadwyżką.
ślubne mehendi
Przygotowania nas nie ominęły i przez to było dość nerwowo po przyjeździe. Nie wiem, co mam napisać, bo nie obyło się bez dram, a krytykowanie czyjegoś ślubu jest sporym nietaktem. Będę po prostu szczera. Byłam rozczarowana. Wyobrażałam to sobie zupełnie inaczej. Dużo czytałam na temat samej ceremonii, oglądałam filmy i reportaże. Do tego też różne osoby zaraziły mnie wizją hucznego wesela, gdzie tańców nie ma końca, a rozmowy towarzyskie są czystą przyjemnością. Prawda jest taka, że jeśli rodzina jest dość konserwatywna, to tańców nie będzie. Nikt też nie mówił, że będzie taki chaos (chociaż mogłam się tego spodziewać), że ludzie będą mi robić zdjęcia nawet w trakcie jedzenia i że w trakcie holud nie będzie imprezy (największe rozczarowanie, ale nie tylko ja byłam tym zawiedziona).
Te kilka dni było po to, aby goście mogli za darmo się najeść, dać prezenty, wręczyć tyle złota młodej parze, żeby tylko pokazać, że ich stać i zrobić sobie z nimi sesję zdjęciową. Do tego organizacja ze strony rodziny panny młodej była słaba i moja rodzina musiała pomagać, chociaż, to nie było ich zadaniem, więc większość czasu byłam bez męża. Przy takiej ilości gości (około 1300 osób) było to męczące. I nie mogę zapomnieć o braku prywatności, bo w tym czasie zjeżdżają się rodziny z dalekich stron, przychodzą do domu zobaczyć wszystkich i wszystko, często też zostają na noc, bo wpadli dosłownie na ślub i po jego zakończeniu wracają do domu. Oczywiście, odwiedziny często są niezapowiedziane. Myślę, że wszyscy odetchnęli z ulgą, kiedy było już po wszystkim.
Para młoda w trakcie sesji zdjęciowej, dzień 3.
Wbrew pozorom nie żałuję, że braliśmy w tym udział. Dzięki temu mogłam zbliżyć się do członków rodziny i miałam możliwość zobaczyć prawie wszystkie, bengalskie, ślubne obrzędy, które mają dla nich ogromne znaczenie. Doszłam też do wniosku, że nie chcę takiego ślubu, chociaż był on moim cichym marzeniem. Stroje panny młodej są przepiękne, ale ten stres i wymagania, co do wyglądu (mocny, biały, makijaż; świeżo przebity nos, który często fatalnie się goi) i zachowania, już tak nie zachwycają. Najlepszym momentem ceremonii była chwila, kiedy mogłam porozmawiać na osobności z nową żoną (tak tam ją nazywają, ja jestem średnią żoną). Dowiedziałam się, że od dłuższego czasu jest szczerze zakochana w wybranku rodziców. Szwagier po tym wszystkim też przyznał, że jest szczęśliwy. Ulżyło mi, bo nadal się często się zdarza, że mimo pozornego wyboru, młodzi w ogóle go nie mają.
Tak właśnie wspominam ten ślub. W żadnym przypadku nie było idealnie, ale nowożeńcy byli i są szczęśliwi, a to jest najważniejsze.
Droga do rodzinnych domów młodych jest ozdobiona światełkami. Stąd wiadomo, że w okolicy będzie ślub.

środa, 27 lutego 2019

lutego 27, 2019

Po prostu zacznijcie.


Tak wygląda zabieranie śmieci z mniejszych składowisk przy blokach. Później trafiają do dużych, metalowych, śmietników.
Bycie w takim kraju i obserwowanie go może zmienić podejście do wielu spraw. Jak już pisałam w poście Mój drugi raz, tym razem widziałam dużo więcej niż podczas mojej pierwszej wizyty. Masa śmieci w Bangladeszu przytłoczyła mnie jeszcze bardziej niż trzy lata temu. Wychodziłam częściej, widziałam więcej brudu, rozrzuconych śmieci i ogromną obojętność ludzi na to wszystko. Widzisz, że coś leci z okna albo nagle wypada z auta? Trudno, tak robi wielu ludzi. To kraj bardzo zaśmieconym, gdzie recykling plastiku nie jest tak rozwinięty, jak recykling papieru, chociaż nie tylko ze swoim plastikiem muszą walczyć. Dla mnie jest to jakiś absurd.
Sama świadomość na temat niebezpiecznych substancji, smogu, oparów, jest niewielka. Odpady mieszane, strzykawki, baterie, jedzenie, wszystko wyrzucane jest razem. Dlatego na ulicach można spotkać ludzi, którzy grzebią między tymi śmiećmi oraz dzieci biegające po tym bez butów, aby wygrzebać cokolwiek, co można sprzedać. I to dzięki nim jeszcze nie jest tak źle, jak mogłoby być. W trakcie pory deszczowej większość kanałów zapycha się przez plastik. Po tym, jak deszcz odchodzi i opada poziom wody, ogrom tego syfu przeraża. Chociaż kraj ten, jako pierwszy na świecie, zakazał używania plastikowych jednorazówek, to nikomu nie przeszkadza dawanie dwóch słomek do jednego, plastikowego kubka. Plastik dosłownie zalewa Bangladesz. Plastikowe meble, plastik zamiast szkła, zabawki z Chin też plastikowe.

Tak właśnie przeszukiwane są śmieci. Na wysypiskach wygląda to podobnie.
Jadąc na wieś, przejeżdżaliśmy obok jednego z większych wysypisk na obrzeżach Dhaki. Część śmieci była zajęta ogniem, aby zapewne zrobić miejsce na nowe odpady. Brzmi podobnie, co nie?
Wśród tego dymu i oparów chodzili ludzie. Nie wierzę, że nie zdają sobie sprawy z zagrożenia, jakie niesie ich praca, ale wiem, że nawet nie potrafię wyobrazić sobie głodu, jaki odczuwają.
W starej części Dhaki dominuje smród rzeki, która miejscami mieni się kolorami tęczy od znajdujących się w niej chemikaliów. Na ten opłakany stan rzeczy wpływa wiele aspektów, m.in.: liczba ludzi, brak edukacji (chociaż rząd zaczyna z tym walczyć), brak odpowiednieg planu rządowego, który rzeczywiście dałby rezultaty i konsumpcjonizm. Kiedy rozmawiałam ze znajomymi, to bardzo często słyszałam wytłumaczenie typu nie ma sensu nic zmieniać, skoro sąsiad nic nie zmieni i będzie dalej syfić. Dla nich tak jest od zawsze. Myślę, że z czasem sami przestali dostrzegać, jak źle jest i że z roku na rok jest tylko gorzej. Na szczęście są wyjątki i mam nadzieję, że z czasem będzie to znaczna większość Banglijczyków. Najczęściej są to młodzi ludzie, którzy tworzą nowe projekty i inicjatywy mające wpłynąć pozytywnie na środowisko, które sami niszczymy. Pomyślicie pewnie, że w tej Europie to jednak tak różowo i pachnąco jest. Nie jest. Wielu ludzi tutaj też nie chce zmian lub nie zdaje sobie sprawy z konsekwencji wielu zachowań. Jeśli poziom wód podniesie się o 50 cm, to Bangladesz straci 11% lądu. 12 milionów ludzi będzie musiało uciekać. Trafią zapewne do większych miast, w których już teraz nie ma miejsca. Zanieczyszczenie środowiska będzie się tylko pogarszać. I tak nie będzie tylko w jakimś tam kraju, który większość osób nawet na mapie nie wskaże, ale tak będzie wszędzie.

Bangladesz jest przepiękny i zielony, ale ciężko zrobić zdjęcie, na którym nie ma śmieci.  
Rozmawiając z rodziną starałam się im wytłumaczyć, co mogą zrobić, aby było lepiej. I sama zrozumiałam, jaką straszną hipokrytką byłam podczas tych rozmów, bo przecież ja sama nie daję z siebie wszystkiego. Sama daję wiele od siebie, aby przyspieszyć globalne ocieplenie. Dopiero po powrocie zaczęłam sumiennie segregować odpady bio i zrezygnowałam z kupowania butelkowanej wody do domu. Wiem, że tych zmian mogę wprowadzić jeszcze więcej. Wy też możecie i jest to prostsze niż myślicie. Wystarczy jeden, mały krok, aby było lepiej. Zmieńcie tyle, ile będziecie chcieli i mogli. Nie musicie nagle chodzić nago, przytulać się do drzew i kupować tylko ekologiczne produkty. Po prostu zacznijcie.


czwartek, 14 lutego 2019

lutego 14, 2019

Ciasto daktylowe z jabłkami.


Dobra, przyznaje się. Od powrotu z Azji coś mi odbiło. Regularnie sprzątam, gotuję i piekę. Jest połowa lutego, a ja już pobiłam zeszłoroczną ilość wypieków. Ogólnie rzecz biorąc, jest dobrze. Tylko muszę uważać, żeby mąż się nie przyzwyczaił.
Wracając do tego powrotu z Bangladeszu. Wraz z tysiącem przypraw i kilogramem papryczek chilli, dostałam 4 kilogramy daktyli. I powiedzcie mi, co z nimi miałam zrobić? W koktajlach się już przejadły, solo też już nie ma szału. Postanowiłam, że znajdę przepis na jakieś fajne ciasto z nimi. Trochę to trwało nim znalazłam takie, które miałoby ręce i nogi. Na szczęście się udało. Po małych modyfikacjach i kilku próbach, stworzyłam moją wersję tego nieba w gębie i właśnie nią podzielę się dzisiaj z Wami.

Składniki:

  • 200 g daktyli bez pestek
  • 250 ml wody
  • 125 g miękkiego masła
  • 1 łyżeczka sody
  • 2 średnie, starte na małych oczkach, jabłka lub 3 małe
  • 2 jajka
  • 200 g mąki pszennej 
  • 1 łyżeczka proszku do pieczenia
  • 150 g cukru 
Polewa:
  • 100 g gorzkiej czekolady
  • 50 g masła i 50 ml mleka lub 100 ml śmietany kremówki
  • odrobina wiórków kokosowych 
Formę do pieczenia, moja ma średnicę 27 cm, natłuść lub wyłóż papierem do pieczenia.

Posiekane daktyle zagotuj w 250 ml wody. W trakcie gotowania ostrożnie dodaj sodę. Gotuj je przez minutę, cały czas energicznie mieszając. Odstaw garnek w chłodne miejsce, aby daktyle mogły ostygnąć.

W misce utrzyj masło i cukier na jednolitą masę. Do miski dodaj starte jabłka, jajka oraz wystudzone daktyle wraz z płynem. Wymieszaj wszystko i stopniowo dodawaj mąkę, którą warto przesiać przez sitko, aby nie było grudek. Wsyp też łyżeczkę proszku do pieczenia. Opcjonalnie możesz dodać cynamon lub ekstrakt waniliowy. 

Gotową masę wlej do formy i piec ok. 50/60 minut (zależy od piekarnika) w temperaturze 180 stopni. W tym czasie przygotuj polewę: wrzuć wszystko oprócz wiórków do garnka i na niewielkim ogniu mieszaj masę do całkowitego rozpuszczenia się czekolady. 

Jak ciasto ostygnie, polej je polewą, posyp wiórkami kokosowymi. Odczekaj aż czekolada stwardnieje i...
smacznego! 

Dodatkowe informacje:
Daktyle możecie też zblendować z 200 ml wody. 
Ciasto będzie mokre w środku.
Jeśli lubicie słodsze wypieki, to dodajcie 180 g cukru, ale uwaga, bo suszone daktyle są bardzo słodkie.


poniedziałek, 11 lutego 2019

lutego 11, 2019

Jak wychować dziecko po bengalsku?


Nie wiem, czy też tak macie, ale czasami przypadkowo trafiam różne artykuły, wpisy blogowe, czy nawet vlogi, które starają się pokazać, jakie stereotypy rodzicielstwa są na świecie. Fajnie jest poczytać, jak wychowuje się dzieci w innych kulturach, sprawdzić, czy ktoś robi to lepiej niż my i dodatkowo dowiedzieć się nowych rzeczy. Poza tym, takie informacje są przydatne dla osób, które są w związkach mieszanych i planują mieć razem dzieci. Może się okazać, że jeden z rodziców widzi rodzicielstwo zupełnie inaczej niż druga połowa, co nie zawsze oznacza, że widzi je gorzej.
Czytałam i słyszałam o wychowaniu dzieci w wielu krajach, m.in. w Japonii, w Korei, w Szwecji, we Francji i w Chinach. Jednak nie zdarzyło mi się przeczytać o tym, jak to jest w Bangladeszu. I dzisiaj będzie właśnie o tym, jak wychować dziecko po bengalsku. 
Wszystkie te punkty tyczą się rodzin, w których dzieci na bycie dziećmi mogą sobie pozwolić.

Wyręczanie we wszystkim
Myślicie, że przesadzam pisząc we wszystkim? Uwierzcie, że chciałabym. Nie chodzi już nawet o karmienie dzieci, nawet nastolatków, ale też o sprzątanie po nich i podawanie wszystkiego pod nos. Dziecku chce się pić? Nie ma problemu, bo mama przyniesie. Przecież dwudziestolatek z pewnością nie poradzi sobie z nalaniem wody do kubka. No bo, jak to tak? Jeszcze się zmęczy!

Bezstresowe wychowanie
Będąc w Bangladeszu, kiedy zwracałam mojemu dziecku uwagę (szczególnie wtedy, kiedy przeciągał strunę), bardzo często słyszałam, żeby tego nie robić, bo skrzywię mu psychikę. Jeśli mnie bije, to powinnam mu pozwolić. Jest dzieckiem, ma prawo. Te emocje, zakazy i nakazy, to za dużo. Nie powinien odczuwać żadnych negatywnych emocji ze strony rodziców. Jednak wszystko zmienia się wtedy, kiedy dziecko jest już trochę starsze i można spokojnie mu oddać. Dialog nie jest potrzebny, kiedy ma się ręce. W Bangladeszu nie daje się klapsów. Dzieciom daje się z liścia.

Na rękach najlepiej
Nawet, jeśli wózki dziecięce byłyby łatwo dostępne w Bangladeszu, to infrastruktura miast i wsi oraz model bengalskiej rodziny nie nadaje się do ich używania. I muszę przyznać, że mi się to podoba. Sama nosiłam dziecko w chuście i uważam, że jest to wygodne. Szczególnie, jeśli chce się być mobilnym. Dlatego, jeśli nie wiecie, co kupić bliskiej, nowej, bengalskiej mamie, to jestem przekonana, że ucieszy się ona z chusty lub nosidła. Moje nosidło zrobiło furorę w rodzinie.

Płaska głowa
Wiele rodzin uważa, że płaska głowa jest ładna. Nie przekonają ich badania naukowe ani rozmowa z lekarzem, że taki kształt głowy może być niebezpieczny dla rozwoju mózgu. Często zobaczycie opatulone kocami i innymi tekstyliami dziecko, które leży w wymuszonej pozycji na plecach. I to tylko po to, żeby miało ładną głowę.

Czarna kropka i golenie niemowlaków na łyso
I te dwie rzeczy są nam, Polakom, bliższe bardziej niż Wam się wydaje. Co to ta kropka? To taka nasza czerwona wstążka. Czarna kropka, a raczej kropa, jest malowana na czole dziecka, aby odpędzała zły urok. Często też dzieciom maluje się kreski na brwiach. Z tym goleniem włosów, to już musicie wiedzieć, dlaczego i po co. Jeśli tego nie zrobicie, to to niewinne i bezbronne dziecko nie będzie mieć mocnych i grubych włosów. Wstydźcie się, jeśli myślicie inaczej.


Cukier i bajki
Przy bajkach lepiej zje, a z cukrem, to zje wszystko. Nie mam pojęcia, jak bardziej opisać to zjawisko, ale niestety problem z dziećmi, które oglądają nieodpowiednie dla ich wieku bajki, jest duży. Tak samo, jak nie istnieje coś takiego, jak ograniczanie cukru. Cukier, to pożywienie, a czarne zęby, to przypadek.

Wymuszony pion
Dobra, to też się często dzieje w Polsce i wiem, że nie robią tego, żeby skrzywdzić dzieci. Wy też to wiecie. Niestety, bardzo często wymuszają pionizację dzieci lub sadzają dziecko, które nie siada samodzielnie. Poduszki pomagają i przecież nie płacze, do tego babcia dziadka też tak robiła i jakoś kilkadziesiąt milionów ludzi żyje.

Gruby, to przyszły wysoki; mleko i jajka
W Bangladeszu dzieci się tuczy. Na wsi tego tak bardzo nie widać, ale w mieście jest wiele otyłych dzieciaków. Wśród wielu rodziców panuje przekonanie, że jeśli dziecko będzie jeść dużo, to będzie w przyszłości wysokie. Nie chce jeść? Daj bajkę, nakarm aż pęknie i czekaj na efekty. I w tym przypadku często dochodziło do nieporozumień między mną, a mężem i jego rodziną. Nawet edukacja w tym przeświadczeniu nie pomaga.
Tak samo dzieci spożywają duże ilości nabiału oraz jaj. Uważa się, że powinny dziennie jeść przynajmniej jedno jajko, aby mózg pracował lepiej.

Wspólne spanie
Wspólne spanie z dzieckiem, nawet kilkuletnim, wymuszone jest brakiem miejsca oraz jest wygodne dla matek karmiących piersią. Dzieci zazwyczaj opuszczają łóżko rodziców wraz z pojawieniem się nowego rodzeństwa lub gdy są na tyle duże, żeby spać w osobnym pokoju. I tutaj nawet zdania lekarzy są podzielone, więc sami musicie ocenić, czy jest to dobre.

Brak smoczków
Większość rodzin, a szczególnie te, które nie dostają takich rzeczy w paczkach z prezentami z Europy, nawet nie wie, co to jest smoczek. Stres z odzwyczajaniem automatycznie ich omija, a dzieci sobie świetnie radzą bez tego wynalazku.

Olejowanie wszystkiego
Po każdym prysznicu ciało i włosy dzieci są olejowane najczęściej olejem kokosowym. Bogatsze rodziny nie pogardzą też pachnącymi balsamami i wazeliną. Odrobina oleju kokosowego do kąpieli świetnie sprawdza się też w Berlinie.

NHN
Naturalna Higiena Niemowląt jest czymś zupełnie normalnym i naturalnym w Bangladeszu. Chwała im za to! Wyobrażacie sobie, żeby oprócz tych śmieci, które już tam są, walały się jeszcze pieluchy dla dzieci? Sposób ten się sprawdza, bo matki są przy dzieciach praktycznie cały czas, do tego dobrych pieluch w Bangladeszu nie ma. Najczęściej kupicie pieluchy sprowadzane z Turcji, które kosztują dużo, ale ich jakość jest straszna. Szczerze zazdroszczę Banglijkom cierpliwości i możliwości korzystania z tej metody. Nie tylko oszczędność pieniędzy w tym przypadku jest spora, ale NHN ma też wiele korzyści zdrowotnych. Możecie o nich przeczytać tutaj.

Edukacja, edukacja i jeszcze raz edukacja
W Bangladeszu edukacja na poważnie (wyścig szczurów) zaczyna się zdecydowanie za szybko. Już od samego początku (od ok. 6 r.ż.) dzieci są pod presją, aby zdać każdy egzamin, jak najlepiej. Muszą poradzić sobie nie tylko z dużą konkurencją, ale też z ograniczoną ilością miejsc w szkołach. Większość z nich ma dodatkowe korepetycje po kilka godzin w tygodniu, a przed egzaminami nie wychodzi praktycznie z domu. Do tego poziom edukacji w tym kraju jest baaaardzo zróżnicowany i wielu przypadkach jest ściśle powiązany z religią. Bez skończonych studiów nie osiągniesz zbyt wiele i dzieci wiedzą to jeszcze przed pójściem do szkoły.

Wszystko, co przeczytaliście, jest nie tylko wynikiem moich obserwacji, ale też wielu osób, które z kulturą bengalską obcują na co dzień. Mam też nadzieję, że zdajecie sobie sprawę, że nie wszyscy są takimi rodzicami i tak, jak nie każda Polka jest Matką Polką, tak nie każde banglijskie dziecko wychowywane jest po bengalsku.
Jestem ciekawa, czy coś Was zaskoczyło, a może sami macie jakieś ciekawostki na temat wychowywania dzieci w innych krajach. Piszcie śmiało w komentarzach.

Życzę Wam miłego dnia :) 

czwartek, 31 stycznia 2019

stycznia 31, 2019

Dhal- złota zupa z soczewicy.


Zupa z soczewicy, to must have w bengalskiej kuchni. Nie tylko nadaje oryginalnego smaku potrawom, kiedy poleje się nią ryż, ale też przyjemnie rozgrzewa. Pomaga w walce z przeziębieniem i zwalcza uczucie głodu na długo. Do tego sama soczewica jest świetnym źródłem białka i kwasu foliowego. Do zup najlepiej używać żółtej i czerwonej wersji tej rośliny. Te dwie odmiany łatwo rozpadają się na pół i są najlepiej przyswajalne dla organizmu. 
Pamiętaj, że wersji tej potrawy jest tak dużo, że większość rodzin ma własny, tajny przepis. ;) Ja dzisiaj przedstawię moją wersję Dhal. Jeśli lubisz mniej lub bardziej ostre potrawy, zawsze możesz zrezygnować z papryczek lub dodać jeszcze kilka.
Zrobienie zupy trwa nie więcej niż 35 minut.

Składniki:
[ ] 150 gramów soczewicy czerwonej
[ ] Średnia cebula
[ ] Pomidor, najlepiej rzymski (ma więcej miąższu)
[ ] Natka pietruszki lub zamiennie kolendra
[ ] Dwie, zielone, papryczki chilli
[ ] Dwie, czerwone, suszone papryczki chilli
[ ] Dwa liście laurowe
[ ] Pasta z czosnku i imbiru lub zamiennie 3 ząbki czosnku i 3 cm imbiru
[ ] Łyżeczka ziaren kminu
[ ] 1/4 łyżeczki czarnuszki
[ ] 1/3 łyżeczki chilli w proszku
[ ] Do jednej lyzeczki kurkumy
[ ] Sól
[ ] Olej roślinny lub ghee

1. Umyj soczewicę co najmniej dwa razy. Umytą wrzuć do garnka i zalej 750 ml wody. Nie dodawaj soli. Gotuj przez ok. 20 minut, aż zobaczysz połamane ziarna. W trakcie gotowania zbieraj ewentualną pianę.
2. Gotową soczewicę zdejmij z palnika. Jak już trochę ostygnie, weź trzepaczkę i rozbijaj ziarna aż zobaczysz, że wszystkie są przepołowione.
3. Teraz czas na przyprawy. Posiekaj drobno cebulę i umyj chilli.
4. Na rozgrzaną patelnię wlej olej i podsmaż cebulę. Powinna być brązowa. Wrzuć ją do soczewicy, a garnek ponownie postaw na palniku, na średnim ogniu.
5. Na patelnię wrzuć liście laurowe, chilli, kmin, pastę oraz czarnuszkę. Podsmażaj, cały czas mieszając, do momentu aż usłyszysz trzeszczenie przypraw.
6. Gotowe przyprawy dorzuć do garnka.
7. Dodaj chilli w proszku, kurkumę i sól. Sól wedle uznania. Jeśli zupa nie ma intensywnego, żółtego, koloru, dodaj jeszcze trochę kurkumy.
8. Pomidor pokrojony w kostkę dorzuć do zupy. Jak trochę zmiękną, dodaj posiekaną pietruszkę. Gotuj jeszcze przez 3-4 minuty.

Gotową zupę można doprawić mlekiem kokosowym lub inną śmietanką. Możesz dodać też soku z limonki, wtedy jej smak będzie łagodniejsz i odświeżający.
Dhal nadaje się nie tylko, jako dodatek do ryżu, ale też jako danie główne podawane wraz z chlebem arabskim (pitą).

Smacznego!

czwartek, 24 stycznia 2019

stycznia 24, 2019

Mój drugi raz.

Te bambusy trafią prawdopodobnie na budowę.
Już drugi tydzień jestem w Berlinie. Powrót z urlopu, szczególnie tego udanego, bywa ciężki. W Bangladeszu byłam przez miesiąc i dowiedziałam się tym razem o wiele więcej rzeczy, o wiele więcej widziałam i rozumiałam. Ten wpis może pocieszy te osoby, których pierwszy raz w nowym kraju nie był zbyt... udany, a przed nimi ponowna podróż. U mnie właśnie tak było. Pierwsza podróż do kraju męża to był jakiś niewypał. Nie dość, że mogłam zapomnieć o wychodzeniu z domu samej, to jeszcze niewiele rozumiałam z tego, co mówili do mnie ludzie. Wbrew wszechobecnemu przekonaniu, nie wszyscy w Bangladeszu mówią po angielsku, a z pewnością nie starsze osoby, do których zaliczają się moi teściowie. Do tego doszedł szok kulturowy. Wyobraź sobie, że nie umiesz pływać, a musisz przepłynąć jezioro. Czytasz o pływaniu, znasz wszystkie techniki i myślisz, że jakoś to będzie, a już przy pierwszym zetknięciu z wodą zaczyna się panika. U mnie tak było. Wysiadłam z lotniska zmęczona, po 24 godzinach w podróży, bez snu i wsiadłam do auta, które powinno mieć zakaz poruszania się nawet po parkingu. Pierwszą myślą było Gdzie ja zabrałam moje dziecko?Do tego rodzina mojego męża mieszka razem pokoleniowo w JEDNYM mieszkaniu, więc o prywatności można zapomnieć. O tym też będzie post. Nie obyło się też bez nieporozumień z członkami rodziny i kłótni z mężem. Wracając do Berlina nawet nie płakałam, czekałam tylko aż znajdę się w moim mieszkaniu. Obiecałam też sobie, że nigdy tam nie wrócę. 
To są typowe, bengalskie noże. W domach mają wersję mini. Sprzedawca kroi rybę.

Widać, jak bardzo słowna jestem, skoro po prawie trzech latach ponownie jechałam rikszą i piłam moją ulubioną kawę w Apon Cafe. Polecieliśmy na ślub szwagra. Tym razem mój język bengalski był na takim poziomie, że bez problemu mogłam prostymi zdaniami z kimś porozmawiać, zrozumieć wiele słów i po wyborach (przed nimi i w trakcie jest niebezpiecznie w kraju, chociaż te wybory zaliczają się do najspokojniejszych od kilkudziesięciu lat) mogłam wychodzić sama. Odwiedziliśmy wieś, jeździłam z rodziną do kawiarni, gotowałam z teściową, poznałam świetnych ludzi, a dziecko widywałam z rana i wieczorami. Raj! Młody cały czas się bawił, bo w trakcie pierwszego pobytu nie chciał do nikogo iść. Teraz znalazł przyjaciół, z którymi mógł swobodnie rozmawiać i miał też dziadków, którzy spełniali każdą jego zachciankę. Orzeszki po godzinie 23? Nie ma problemu, dziadek pójdzie znaleźć, bo bazar o tej godzinie jeszcze tętni życiem. Tam też jest mój dom, ulubione mango i woda ze świeżych kokosów. Tam nie ma obowiązków i rzeczywistości, w której trzeba opłacić czynsz. Odpoczęłam, co oznacza, że urlop był udany. Zdaję sobie sprawę, że to tylko i aż dzięki temu, że znałam język na tyle, aby nawiązać więź z bliskimi mojego męża i być tam wolną w granicach rozsądku. Poza tym, tym razem nie starałam się pokazać, jak bardzo ich kultura różni się od mojej, nie zwracałam już uwagi na niektóre zachowania, bo przecież za chwilę wracamy. Po kilku dniach odpuściłam. Zrozumiałam, że nie należy się zastanawiać, dlaczego kilka rzeczy jest, jaka jest, bo nie ma sensu się denerwować, a nawet starałam się postawić na ich miejscu. Wsiadałam do samolotu płacząc. Powoli przyzwyczajam się do nowego rytmu dnia i tęsknię. Nie ważne, w którym moim miejscu na świecie będę, zawsze za którymś z domów będę tęsknić.
Na mojej facebookowej stronie znajdziecie relację z tego pobytu i nowe ciekawostki na temat tego kraju. Możecie też się spodziewać wielu nowych postów, o Berlinie też będzie. ;) 


Nasz bengalski dom na wsi.


środa, 5 grudnia 2018

grudnia 05, 2018

Bangla 05, Nazwy członków rodziny


Wszystko, co będzie przedstawione w języku bengalskim będzie pisane alfabetem rzymskim, a w nawiasie będzie napisana w uproszczony sposób wymowa. Niestety, przez problemy techniczne nie jest możliwe nagranie wymowy. Pismo bengalskie zromanizowane może nieznacznie różnić się od tego, co sami znacie. Banglijczycy często piszą skrótowo lub raz piszą v zamiast b i na odwrót. Jeśli nie ma zapisu fonetycznego danego słowa lub zdania, to oznacza to, iż czyta się je tak samo, jak pisze.

Wylot do Bangladeszu jest dosłownie za kilka dni i cały wolny czas poświęcam na spotkania z przyjaciółmi i przygotowania. Posty rzeczywiście będą się teraz pojawiać dość nieregularnie, ale seria ta będzie kontynuowana, tak samo, jak pojawi się relacja z pobytu w kraju męża. Jedziemy nie tylko na zwykłe spotkanie z rodziną, ale też na ślub mojego szwagra. Będzie się działo. W związku z tym w bengalskich rozmowach pojawia się dużo nazw członków rodziny. Bardzo dużo. W Polsce większość ich odpowiedników od kilkuset lat nie funkcjonuje. Za chwilę sami zobaczycie, że jest tego dość sporo. Zaczynajmy!

Nazwy członków rodziny, szczególnie tych, których może być więcej (np. kuzyni i bracia) rozróżnia się dodając do nazw przymiotniki, na przykład: duży (boro), średni (meso), mały (choto). Oczywiście ma to związek z kolejnością pojawienia się danej osoby na świecie. Do tego zdarza się, że każdy z rodzeństwa inaczej nazywa rodziców. Tak samo występują różnice w nazwach w zależności od religii, którą wyznaje dana rodzina. Na dole podaję sprawdzone nazewnictwo w rodzinie, która wyznaje islam. Szczerze pisząc, to nawet dla mojego męża niektóre przykłady sprawiały trudność i musiał się chwilę zastanowić, czy rzeczywiście mami, to mami, a nie kahala. Jakoś przebrnęliśmy. Prawda jest taka, że nikt Was bić nie będzie, jak się pomylicie lub na wszystkich wujków będziecie mówić mama. Znajomość tych nazw ułatwia tylko rozmowę z Banglijczykami, bo przynajmniej wiadomo o kogo chodzi, szczególnie, że nie zawsze używane są imiona.
Powodzenia!


poribar
rodzina
attio/attyo (aTijo)
krewny
shamporko (szomporko)
relacja


Bliska rodzina


baba/abbu
tata
ma/ammu
mama
shtri (stri)
żona
shami (szami)
mąż
shishu (sziszu)
dziecko
meye (me)
córka
chele (ciele)
syn
dada/boro vai (boro baj)
starszy brat
chhot vai (czioto baj)
młodszy brat
didi
starsza siostra
chhot bon (czioto bon)
młodsza siostra


Rodzina ze strony matki


dadamoshay (dadamoszaj)
dziadek
didima
babcia
dula vai
wujek, mąż siostry matki
mama
wujek, brat matki
mashi (maszi)/ khala
ciocia, siotra matki
mami
ciocia, żona brata matki


Rodzina ze strony ojca


dada
dziadek
dadi/dadu
babcia
kaka
wujek, młodszy brat ojca
kaki
ciocia, żona młodszego brata
jeṭha (dżieta)/boro kaka
wujek, starszy brat ojca
puppa
wujek, mąż siostry ojca
puppi
ciocia, siostra ojca


Rodzina ze strony brata


boudi/vabi
bratowa, żona starszego brata
bouma/vabi
bratowa, żona młodszego brata
vai-po (bajpo)
bratanek
vai-jhi (bajdżi)/ vatijhi (batidżi)
bratanica


Rodzina ze strony siostry


dadababu
szwagier, mąż starszej siostry
bonai
szwagier, mąż młodszej siostry
bhagne
siostrzeniec
bhagni
siostrzenica


Rodzina ze strony męża


shoshur (szoszur)
teść
shashuri (szaszuri)
teściowa
debor
młodszy szwagier
bhashur (baszur)
starszy szwagier
nonod (nonod)
szwagierka
ja (dżal)
żona młodszego brata męża
Rodzina ze strony żony


shshur
teść
shashuṛi
teściowa
shala (szala)
szwagier
shali (szali)
szwagierka


Rodzina ze strony syna


bouma
synowa
nati
wnuk
natni
wnuczka


Rodzina ze strony córki

jamai (dżamaj)
zięć
nati
wnuk
natni
wnuczka


Wersja PDF lekcji będzie do pobrania 06.12.2018

Cześć

authorMam na imię Klaudia i od kilku lat mieszkam w Berlinie. Lubię pisać o mojej poplątanej codzienności i równie poplątanej rodzinie.
Więcej →



Popularne posty